środa, 12 października 2016

Odchudzanie jest zdrowe!

Nastolatki uwielbiają się odchudzać. Każda z nich chcę być szczupła i zgrabna. Jednak kiedy zamiast efektów stosowanej diety, widzę dodatkowe kilogramy lub wciąż odstające boczki, zrozpaczone wracają do chipsów i czekolady. Tymczasem najskuteczniejsza kuracja musi być... zdrowa. Jak schudnąć i nie zwariować. Co jeść, by widzieć efekty? I przede wszystkim, co zrobić, by podobać się samej sobie?



Tytuł: Zniszcz te kilogramy! Megaproste odchudzanie dla nastolatki
Autror: Magdalena Makarowska
Wydawnictwo: Feeria Young
Egzemplarz recenzencki dzięki współpracy z: PanTomasz.pl

Zniszcz te kilogramy! Megaproste odchudzanie dla nastolatki to tytuł, który może odstraszyć. Po pierwsze… o nie, ktoś znowu się czepia moich boczków! Gdy mowa o odchudzaniu mam ochotę sięgnąć po czekoladę! Po drugie… nastolatka? Mój pesel mówi stanowcze nie! Z każdym rokiem coraz dalej mi do tego określenia. I to jest poważny błąd! Zniszcz te kilogramy! to książka… dla każdego! Czemu?

Już na przystawkę autorka serwuje nam mnóstwo podnoszących na duchu myśli. Swoją bezpośredniością i lekkością wypowiedzi trafi nawet do najbardziej zbuntowanej nastolatki. Chwila? Czy ja nie wspomniałam, że to książka przydatna niezależnie od daty urodzenia. Tak! Bo to fakt. Jednak sama narracja skupia się na dotarciu do młodych dziewczyn, na przykład poprzez analizę wskaźnika BMI z ich perspektywy. Również dobór słownictwa wskazuje na to, że odbiorcą z założenia jest czytelnik początkujący w zakresie odżywiania. I tu właśnie zaczyna się uniwersalny charakter tej pozycji. Niezależnie od wieku, stan wiedzy z zakresu zdrowego komponowania diety u przeciętnego Polaka jest dość ubogi. A nawet jeśli co nieco słyszał, są to informacje wyrywkowe, nieprzyswojone czy niemożliwe do zastosowania. Tym razem mamy prawdziwe kompendium wiedzy, nie tylko z podstaw odchudzania, ale też odżywiania.

Już na samym początku autorka obala dziesięć popularnych mitów na temat diety. Ale przede wszystkim... tłumaczy i to w sposób prosty i zrozumiały dla każdego. Nie każe nam wierzyć sobie na słowo. 

Kojarzycie nasiona chia albo owoce goji? Nie każdy ma jednak tyle pieniędzy czy odwagi, by stosować je do domowych obiadów. Ponoć są bardzo zdrowe, ale… W tej książce dowiecie się czym bardziej swojskim można je zastąpić, by osiągnąć podobny, prozdrowotny efekt.


Równie praktyczne zastosowanie ma rozdział „zamień fast food na slow food”. Znajdziemy w nim proste wskazówki czego unikać i jakie zamienniki stosować. Często spotykałam się z podobnymi zestawieniami. Nigdy wcześniej nie widziałam jednak, by autor uzasadniał nam swoje sugestie. Tu jest inaczej. Czytelnik może nie tylko dowiedzieć się „co”, ale też zrozumieć „dlaczego”.

Kolejne rozdziały pomogą nam skomponować swoją dietę, tak by była nie tylko zdrowa, ale też dawała efekty. Nauczymy się też czytać etykiety i dowiemy się jakie produkty są dla nas zabronione, nie tylko podczas odchudzania. Ale to nie wszystko. Same zakazy są mało motywujące. Zamiast nafaszerowanych chemią dodatków, mamy banalnie proste przepisy, umożliwiające wykonanie ich w domu. Szynka? Żaden problem! Batonik? Nic prostszego! To, co szczególnie urzekło mnie w tych recepturach, to krótki spis składników, stanowiący w większości produkty łatwo dostępne. Nie wierzycie? Wystarczy osiem produktów i dwa zdania opisujące proces przygotowywania, by mieć domową wędlinę. Naprawdę, nie musimy truć się chemią!

Autorka zwraca również uwagę na aspekt psychologicznych. Nie tylko nasz brzuch decyduje o powodzeniu odchudzania, ale przede wszystkim, głowa. Dowiemy się jak nie stracić motywacji. I to nie tylko w jednym rozdziale. Cały poradnik okraszona jest pozytywnymi hasłami, które same zapadają w pamięć.

Jednak najważniejszy fragment książki wciąż przed nami. Większość stron zajmuje bowiem dieta rozpisana na dwa miesiące. Podczas tego okresu mamy zaplanowane wszystkie posiłki! Od rana do wieczora, a wszystko „zgodnie ze sztuką”. Najlepsze jednak w tym wszystkim jest to, że każdy tydzień zaczyna się od spisu składników niezbędnych na siedem dni. A proponowane przepisy są nie tylko bardzo zdrowe, ale też niesamowicie apetyczne. Mam jednak jedno „ale”. Z tego, co pamiętam… nie tylko jako nastolatka, ale do samego końca mieszkania z rodzicami, nie miałam możliwości planowania jadłospisu. Co więcej, nie dysponowałam wystarczającą ilością gotówki na zakupy, nie mówiąc już o miejscu w lodówce. W tym momencie, kiedy jestem na swoim, taka rozpiska jest dla mnie rewelacyjna. Ale jako nastolatka… nie miałabym z niej wielkiego pożytku.

Od strony technicznej, Zniszcz te kilogramy! jest naprawdę przepięknie wydane. Świetna grafika, przyjemny układ i rewelacyjnie prezentujące się podkreślenia to jej dodatkowy atut. Strona wizualna tego tytułu sprawia, że czyta się go z dużą przyjemnością.

Podsumowując, uważam, że jest to książka, która powinna stać się lekturą szkolną. Gdyby jej czytanie było obowiązkowe, oszczędzilibyśmy my, nasz system zdrowia, a producenci żywności zmuszeni byliby nie wciskać nam chemicznego kitu. To jest jedna z niewielu tytułów, do których będę wielokrotnie wracać i nigdy, przenigdy nikomu jej nie oddam. A więc… na zdrowie!



8 komentarzy:

  1. Też jestem za tym aby ksiązki o tej tematyce trafiały do szkół jako obowiązkowa lektura

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że trafił do Ciebie mój pomysł :)

      Usuń
  2. Książka świetna, mam nadzieję ze naprawdę trafia do nastolatków w czasach kiedy otylosc jest coraz większym problemem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Zwraca uwagę na to, że nie trzeba jeść cały czas pączków by dostarczać sobie morza cukru. Wiele tego ulepszacza jest w zupełnie niewinnych posiłkach (pasztet, ketchup), a w innych jest w zatrważających ilościach np. smarowidła na kanapki.

      Usuń
  3. Tytuł jest tak odstraszający, że ominelabym tę książkę szerokim łukiem. I nawet jeśli treść jest wartościowa (a z tego, co piszesz, wynika, że jest), to ten tytuł jest moim zdaniem wręcz szkodliwy w dobie coraz powszechniejszych zaburzeń odżywiania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu się z Tobą nie zgodzę. Nie jest to książka o diecie = irracjonalne odzywianie, ale sposobie odżywiania. Dużo w niej o prawidłowej ocenie własnej masy, dostarczania sobie wartościowych posiłków zamiast pustych kaloria i przede wszystkim o zdrowiu. Nie znajdziesz tu zasad przeprowadzania głodówki. Wręcz odwrotnie, autorka zachęca do jedzenia i to często.

      Usuń
  4. Wiesz, początkowo, gdy przeczytałam, że to książka skierowana do nastolatków, byłam dość sceptycznie nastawiona. Moim zdaniem o diecie odchudzającej tak młodych osób winien decydować lekarz bądź dietetyk. Niemniej po przeczytaniu całej recenzji, widzę, że jednak książka ma mnóstwo plusów i nikomu krzywdy nie zrobi, wręcz przeciwnie. No i zadziwię Cię, ja jako nastolatka miałam bardzo wiele do powiedzenia w sprawie domowego jadłospisu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to dieta odchudzająca w sensie głodówki, a raczej powrót do prawidłowej wagi ciała przez zdrowe odżywianie. Zapomniałam oczywiście dodać, autorka jest dietetyczką.
      To pozazdrościć, u mnie mama miała swój plan, mogłam miec małe sugestie. Ale żeby dała jej listę co od teraz przez dwa miesiące jem na pięć posiłków dziennie... mowy nie było.

      Usuń

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2015 Przepisy i książki na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates