Featured

poniedziałek, 27 marca 2017

Ostre, pieczone orzeszki


Czy przekąski muszę być niezdrowe? Czy jeśli sięgamy po orzeszki, to zawsze te sklepowe? Okazuje się, że zrobienie czegoś ostrego do piwa nie jest takie trudne. Wystarczy tylko kilka składników :) To jak? Chrupiemy?

Składniki:

  • 1 białko
  • 125 gram orzeszków
  • 2 łyżeczki ostrej papryczki
  • łyżka słodkiej papryczki
  • 2 łyżeczki ziół
  • łyżeczka sambal oelek (wersja ekstremalna)
Bardzo prosta receptura:


  1. Białko ubijamy na sztywną pianę.
  2. Dodajemy przyprawy, mieszamy. 
  3. Dodajemy orzeszki i delikatnie obtaczamy je pianką, a następnie przekładamy do naczynia żaroodpornego.
  4. Pieczemy 25 minut w temp. 180 st. W połowie czasu mieszamy orzeszki.

sobota, 25 marca 2017

Jednak nie Pan Darcy


Niektórzy zwą to miłością od pierwszego wejrzenia, dla innych jest to zwierzęcy magnetyzm, a jeszcze inni przypisują ten efekt feromonom. Jednego dnia nic nie czujesz, jeszcze nie wiesz, że ta osoba w ogóle istnieje na świecie, a drugiego... nie możesz przestać o niej myśleć. Pragniesz jej, pożądasz i wypatrujesz w każdym nieznajomym. Strzała amora? Przeznaczenie? A może po prostu... seks?

Tytuł: Piękny sekret
Cykl: Beautiful Bastard (tom 4)
Autor: Christina Lauren
Wydawnictwo: Zysk i s-ka

Piękny sekret to już czwarty tom rozchwytywanej serii Beautiful Bastard. Zawarta w niej historia stanowi jednak samodzielną opowieść. Czy kolejny tom utrzymał poziom poprzednich? Przekonajmy się sami.

Główną bohaterkę, czyli Ruby, poznajemy w windzie. Właśnie próbuje uciszyć przyjaciółkę, kiedy ta porusza bardzo erotyczne tematy. Pomimo usilnych starań koleżanki, Ruby nie jest zainteresowana żadnymi miłosnymi alternatywami. W jej sercu jest tylko jeden książę z bajki, jej szef. Zgodnie z przyjętym schematem, ten drugi nic nie wie o zakochanej w nim stażystce. Los chce jednak, by tych dwoje poznało się bliżej podczas służbowego wyjazdu.

Poznajmy bliżej naszą miłosną parę. Ruby jest młoda, spontaniczna, szalona, na zabój zakochana i traci głowę przy obiekcie swoich westchnień. Niall jest... starszy, sztywny, oszołomiony swoją stażystką i... również na jej widok nie potrafi złożyć sensownego zdania. To chyba w założeniu miał być klasyczny, gorący romans. A żeby było ciekawiej, to kobieta, pomimo przestawienia jej na początku jako nieśmiałej myszki, miała nakręcać namiętną atmosferę. I niestety... nie wyszło. Czemu? Każde z nich deklaruje nam, że przy tej drugiej osobie ma pustkę w głowie. W praktyce dzieje się tak tylko czasem, w losowo wybranych momentach. Tak naprawdę tej nieśmiałości jest akurat tyle, by nie doszło do wielu ciekawych scen. Spodziewałam się po tej powieści wielu erotycznych sytuacji. Tymczasem zanim do czegokolwiek dojdzie, nasi bohaterzy rozmawiają i rozmawiają i chociaż nie mają żadnych zobowiązań, rozkładają wszystko na czynniki pierwsze. Przykład? Ruby prosi Niall'a by ten ją pocałował, a on... nie robi tego, ale zaczyna analizować czy to stosowne. Przypomnę, nasz bohater jest przed czterdziestką... Ciągnie ich do siebie i ciągnie. Jedno w drugim wywołuje obezwładniające pożądanie... i nic.

Co do samej akcji, w tym zakresie nie dzieje się nic niezwykłego. Bohaterzy dużo fantazjują o sobie, a poza tym trochę pracują i zwiedzają różne punkty gastronomiczne, by niby mimochodem podpytać o różne rzeczy. Klasyczna randka, bez większego napięcia.

Jednak gdy już dochodzi do scen erotycznych, to są one naprawdę fajnie opisane. Autorce udaje się odejść od typowych sytuacji, dając nam wymyślne, nietypowe sceny. Głównie dla nich warto przeczytać tę książkę.

Doceniam zamysł. Po serii powieści z motywem grzecznej dziewczynki i niegrzecznego chłopca, mamy układ odwrotny. Niestety w praktyce wyszło to miałko i monotonnie. Zabrakło też interesujących wydarzeń, wykraczających poza sferę relacji między naszymi bohaterami. A do tego jeszcze największe ciacho w firmie, które okazuje się być nudnawym facetem bez charakteru. Niestety mój drogi, żaden z Ciebie Pan Darcy.

Recenzja dzięki współpracy z Redakcja Essentia :)


wtorek, 21 marca 2017

Trust me, i'm a writer


Pisarz skazany jest na samotność. Otoczony gąszczem pomysłów, inspiracji i bohaterów, potrafi zgubić się we własnym życiu. W tej pracy jest się 24 godziny na dobę, a mimo to nie wychodzi z domu. Dostaje nieregularne wypłaty, rozmawia z dziwnymi osobami i wciąż coś notuje, na kartce lub w głowie. Nie można go oderwać od komputera, a gdy już od niego odchodzi, zachowuje się dziwnie. Zapytany o to, co robił cały dzień, odpowie że pisał. A przecież nie pojawiła się ani jedna nowa strona. Jak tu żyć z takim? Jak wytrzymać nie tylko dobre chwile, ale też blokady pisarskie?

Tytuł: Kolejny rozdział
Autor: Agata Kołakowska
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Maciej Tarski jest redaktorem uznanego wydawnictwa. Do jego obowiązków służbowych należy gnębienie "niepłodnych" pisarzy i przegląd najnowszych propozycji. To od jego decyzji zależy być albo nie być nowego literackiego talentu. I gdy tak przegląda kolejne wiadomości z zapytaniami, trafia na jedną bardzo niepokojącą. Ktoś przesyła mu pierwszy rozdział powieści opisującej jego życie. W pierwszej chwili myśli, że to żart. Szybko jednak czuje rosnący niepokój. Kolejne wiadomości tylko go potęgują. Tym bardziej, że drugą bohaterką książki jest Kalina, znana pisarka, która od dłuższego czasu... ma problem z brakiem weny. Kto się na nich uparł? Jak wiele zna ich sekretów? I po co to robi? Mają mnóstwo pytań, a wiedzą tylko jedno. Chcą poznać tożsamość osoby, która bawi się ich kosztem!

Gdy pierwszy raz przeczytałam informacje o fabule, nie mogłam wyjść ze zdziwienia. Niby proste, a jednak takie pomysłowe. Czy autorce uda się wykorzystać taki potencjał? Zaczęłam czytać jeszcze w ten sam dzień, w który otrzymałam przesyłkę. I na początku nie byłam pewna, czy moja ocena będzie pozytywna. Owszem, jeśli potraktować powieść jak typową obyczajówkę, to jest ona dobrze napisana. Ciekawa historia osobista, sporo niedopowiedzeń i tajemnic. Ale to wszystko nic, w porównaniu do tego, co czeka nas później. Pierwszym kamieniem milowym okazała się wspomniana we wstępie wiadomość. Jednak to dopiero po drugiej połowie przepadłam. Wtedy, zupełnie dosłownie, nie mogłam się oderwać. Autorce udało się w powieści obyczajowej umieścić tyle samo napięcia i grozy, co w kryminale. Wręcz siedziałam jak na szpilkach. Po prostu musiałam się dowiedzieć, kto był sprawcą.

Przez całą książkę pisarka umiejętnie odwracała moją uwagę. Do samego końca nic nie było pewne. Cień podejrzenia padł na każdego, a ilość nawiązań do książki w książce... kazał mi wątpić we wszystko. Oczywiście, miałam swoje przypuszczenia, które częściowo się potwierdziły, a częściowo okazały się zupełnie nietrafionym pomysłem. Co więcej, finał w sporej mierzy zaskoczył mnie i to nie tylko rozwiązaniem, ale również nieszablonowością.

Uwielbiam, gdy akcja książki skupiona jest wokół niespotykanego motywu. Tym razem udało się w stu procentach. Pomysł na tajemnicze rozdziały opisujące życie bohaterów w pełni spełnił moje oczekiwania. Jednak ?Kolejny rozdział? to nie tylko opowieść o tajemnicy, to studium drugiego człowieka. Nie wszystko jest takim, jak się nam wydaje. I nie chodzi tu tylko o mrożące krew w żyłach sekrety. Czasem równie wielką niewiadomą jest dla nas druga osoba, jej nastrój, myśli czy oczekiwania. Autorka wprowadza nas w fascynujący świat ludzkich uczuć, miłości i zaufania, ale również zdrady i złości.

Muszę podkreślić, że fabuła powieści to świetnie zaplanowany i ciasno "zaplątany warkocz" wątków pobocznych i głównego. Nic nie dzieje się przypadkiem, żadne wspomnienie nie powołane mimochodem. Każde słowo może być znakiem i wskazówką. A pomimo to ja i tak dałam się zaskoczyć. Ale za to bardzo pozytywnie!

Połączenie niezwykle rozbudowanego motywu obyczajowego, czujnej obserwacji natury człowieka i jednego wyjątkowego wątku sprawiły, że "Kolejny rozdział" to powieść niesamowita. Wciąga, inspiruje, zmusza do refleksji, a wszystko to w ramach niesamowitej akcji. Ale to nie wszystko. Fabuła tej książki jest nie tylko ciekawie opisana, ale zwyczajnie w świecie, mądra. I takich powieści, jako czytelnik, życzyłabym sobie jak najwięcej.


niedziela, 19 marca 2017

Sok z buraka czyli zdrowie w pięć minut


Wciąż jeszcze czekamy na wiosnę, na moc owoców i warzyw, na energie, które ze sobą niosą. Ale nie zapominajmy o starych, dobrych burakach. Nie takie one straszne jak je malują. A przy okazji bardzo zdrowe. Co można z nich przygotować? Zacznijmy od podstaw, czyli od soków.


Składniki:
- 1 kg buraków
- 1 łyżka miodu
- pół cytryny
- 5 jabłek


Przygotowanie:
1. Z buraków i jabłek wyciskamy sok za pomocą sokowirówki.
2. Do soku dodajemy wyciśnięty sok z cytryny.
3. Dosładzamy całość miodem. I nawet nie chodzi o to, że sok jest mało słodki, ale miód nadaje całości swój charakterystyczny posmak. 

sobota, 18 marca 2017

Dlaczego czytamy książki?




Co jakiś czas stawiam sobie to ważne, przepełnione bólem egzystencjalnym, pytanie. Z reguły dzieje się to tuż po tym, jak zorientuję się ile zapomniałam z książek, które czytałam kilka miesięcy temu (o latach wole nawet nie myśleć). W związku z tym, czy czytanie ma sens? Po co ja to robię?

Pierwszy powód nasuwa się sam. Bo lubię czytać. Proste i jasne wytłumaczenie. Oparte na klasycznej logice "tak, bo tak". Lubię i już. Przy książkach się odprężam, relaksuję i odcinam od wszystkich problemów. Zazwyczaj, bo nie zawsze. Czasem powieść czytam po to, by poruszyła moje leniwe szare komórki. Mówię tu o książkach, które coś wnoszą do ogarniętego stagnacją życia intelektualnego. W nich szukam też inspiracji, na życie, na gotowanie. Jestem przekonana, że po kolejnej książce kulinarnej to już codziennie będę gotować pożywne posiłki i już absolutnie nigdy nie pójdę na łatwiznę ("dzień dobry, tak pizza jak zawsze"). A czasem oddaje się masochistycznej przyjemności opartej na współcierpieniu z bohaterami. Tak, powieści czasem bolą. I to nie tylko wtedy, kiedy twarda okładka spadnie wprost na bezbronny duży palec. Niektórzy autorzy potrafią za pomocą słów przeprowadzić operację na duszy czytelnika. I to jest... fajne! Bo pozwala mi poczuć więcej, oczyścić się, oderwać od problemów, a jednocześnie do nich zbliżyć. Takie książki bywają jak kubeł zimnej wody i zostawiają po sobie trwały ślad w psychice (nie tylko ubytek w portfelu!).

Czy bywają złe powody dla czytania? Niby nie, ale jednak... tak. Nie rozumiem ślepego podążania za modą. Również w czytelnictwie. Nie czytam czegoś, bo wypada, bo wszyscy o tym mówią czy tylko dlatego, że jest popularne. Książki powinniśmy wybierać wyłącznie dla siebie, nie po to, by przypodobać się innym (zdjęcie na insta przedstawiające po raz sto tysięczny książkę Mroza, jak jeszcze nie był Mrozem, naprawdę nie przyniesie fejmu, za późno, serio...). Ale gorsze od czytania "na jedną modłę" jest chwalenie z równie wzniosłych pobudek. Chwalenie lub... krytykowanie. Mam wrażenie, że ostatnio dobrze jest powytykać błędy znanym tytułom. Im więcej jadu tym lepiej. Status krytyka literackiego gwarantowany...

Ale to nie jedyna zła motywacja. Każdy książkoholik kiedyś "wpadnie"... w nałóg oczywiście. I wtedy motywujemy swój zakup chęcią przeczytania. Jedną z tych pierwszych, najlepiej wzniosłych. A potem książka... leży, kurz zbiera, woła o uwagę, a my... nic. Bo tak naprawdę chodziło o to, żeby ją mieć. Be, be. Ciuś, ciuś. Nieładnie. A mimo to nie sposób się od tego uwolnić! Minimalizm? Umiar? Nie dla książkoholika!

A Wy jakie macie powody? Dlaczego czytacie książki?

czwartek, 16 marca 2017

Z zasady bez zasad


Polityka nie jest czystą grą. Tutaj nie ma niehonorowych ruchów czy niegodnych postępów. Złe posunięcie to tylko takie, które nie prowadzi do zwycięstwa. Podstęp? Jak najbardziej. Kłamstwo? Grunt, żeby nie dać się złapać. W tej grze wszystko jest możliwe, a to jawne… z pewnością nie jest prawdziwe. Jak w tym brutalnym świecie odnajdą się bohaterowie Wotum nieufności?

Tytuł: Wotum nieufności
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Filia

To nie była dobra noc dla marszałek sejmu. A przynajmniej tak twierdzi. Dlaczego? Ponieważ nic nie pamięta. Budzi się w podejrzanym motelu, a ostatnich parę godzin to jedna wielka czarna dziura. Co ona tu robi? Czy ktoś ją widział? Nie ma jednak czasu na roztrząsanie tej zagadki. Właśnie w tym momencie na scenie politycznej zaczyna się robić bardzo tłoczno. Jednocześnie Patryk, młody i ambitny polityk, zamierza udowodnić swoją wartość. Zamieszanie dotyczące jego komisji śledczej to dla niego szansa, więc chce ją wykorzystać. Im bardziej zaczyna drążyć, tym więcej niewiadomych odnajduje. O co w tym wszystkim chodzi? Kto rozdaje karty, a kto jest tylko pionkiem? Jedno jest pewne: w tej grze nie obowiązują żadne zasady!

Muszę przyznać, że z lekką nutą sceptycyzmu podchodzę do wszystkich okładkowych deklaracji. Tym razem wydawca zapewnia czytelnika, że ten trzyma w rękach polski odpowiednich House of cards. Czy naprawdę trzeba było dodawać taką wzmiankę? A może to po prostu zwykłych chwyt reklamowy? I w tym miejscu was zdziwię. Otóż… ta informacja jest jak najbardziej na miejscu. Jeśli ktoś czytał House of cards, to już w tym momencie doskonale wie, czego się spodziewać. W Wotum nieufności Mróz oferuje nam historię bardzo podobną, a jednocześnie, nie bójmy się tego określenia, lepszą fabularnie.

Przede wszystkim dla polskiego czytelnika realia rodzimej polityki są łatwiejsze do zrozumienia niż scena brytyjska. I chociaż autor operuje wykreowanymi przez siebie partiami politycznymi, ogólne prawidłowości pozostają bez zmian. Świetne są również nawiązania do bieżących wydarzeń czy znanych cytatów.

Większy akcent położony został na bohaterki. Tym razem i one aktywnie biorą udział w grze politycznej, nadając fabule pozytywnego wydźwięku. Równie ciekawym pomysłem było zaangażowanie wiedzy o współczesnych social mediach. Patryk nie tylko wie, o czym mówi. On wykorzystuje tę wiedzę jako narzędzie walki politycznej na skalę, o której jeszcze nie śniło się polskim posłom, a która z pewnością wkrótce stanie się faktem.

Jak zwykle Mróz zafundował czytelnikowi mnóstwo zwrotów akcji, a na sam koniec, kiedy atmosfera powoli zaczęła przygasać, odwrócił kota ogonem. Zakończenie, który wcześniej było już po cichu sygnalizowane, wybuchło nagle niczym petardy w sylwestra. Mogłam się tego spodziewać, a jednak byłam zaskoczona. Tak bardzo porwały mnie wcześniejsze intrygi, że zapomniałam skupić się na głównej zagadce.

Zakulisowe rozgrywki, rozmowy, do których nie mamy dostępu, i kłamstwo podane na złotej tacy – to wszystko tworzy klimat tej powieści. Klimat, który nie pozwala nam ani na chwilę o niej zapomnieć. I chociaż polityka kojarzy nam się głównie z przepychankami słownymi, w fabule nie brak akcji i wydarzeń, które mrożą krew w żyłach. Czy to naprawdę tak wygląda? Oby nie! Jeśli jednak chodzi o powieść, to wręcz odwrotnie. Na szachownicy Wotum nieufności właśnie zaczął się kolejny ruch. Część figur została zbita, a część umacnia swoją pozycję. Jakie będzie ich następne posunięcie? Obyśmy nie musieli czekać na drugi tom zbyt długo.

Recenzja dzięki współpracy z Redakcja Essentia :)

niedziela, 12 marca 2017

Kobieta z kryminału



Jak dobrze znamy osobę, z którą mieszkamy? Czy wspólne śniadania, przelotne rozmowy, wieczory przed telewizorem sprawiają, że nasz współlokator nie ma przed nami żadnych tajemnic? A może wręcz odwrotnie? Może to wszystko to tak naprawdę... maska?

Tytuł: Kobieta znikąd
Autor: Mary Kubica
Wydawnictwo: Harper Collins

Jedna kobieta znika, a pojawia się druga. W innym miejscu, w tym samym czasie. Pewnego wieczoru Quinn próbuje wyciągnąć współlokatorkę na imprezę. Ta wymawia się złym nastrojem. Kiedy wraca, Esther już nie ma. Nie tylko znika na całą noc, ale też nie pojawia się w ciągu następnych dni. W tym samym czasie, w innej miejscowości pojawia się tajemnicza kobieta. Alex jest nią zauroczony, a jednocześnie... przerażony. Nieznajoma jest nie tylko piękna, ale też bardzo dziwna. Coś wisi w powietrzu i Alex zamierza to wyjaśnić. Co spowodowało zniknięcie Esther? Kim jest podejrzana nieznajoma i czy coś łączy te sprawy? Czas rozpocząć poszukiwania. Niebezpieczeństwo wisi w powietrzu.

Akcja Kobiety znikąd rozwija się powoli. Jeśli spodziewacie się thrillera, który już od pierwszych stron wbije was w fotel, możecie poczuć się rozczarowani. Pomimo tego, że książka umieszczana jest właśnie w tej kategorii, a głównym wątkiem jest zagadka kryminalna, w moim odczuciu bardziej pasuje określenie „powieść obyczajowa”. Dlaczego? Tym, co pierwsze rzuca się w oczy jest spokojnie i powoli rozwijana fabuła. Na początku niewiele przesłanek zapowiada nam zbliżającą się tajemnicę. Ot dziewczyna nie spotyka swojej współlokatorki, czy to coś niezwykłego, że młoda kobieta nie wraca na noc? Tak samo wątek Alexa rozpoczyna się niepozornie. Nieśmiały chłopak obserwuje dziewczynę, której nigdy wcześniej nie widział w ich miejscowości. To dobry początek na... romans. Dalej, zanim dojdziemy do tego, co wszyscy miłośnicy thrillerów lubią najbardziej, czeka nas bogato opisany dzień powszedni każdego z bohaterów, jego przeszłość, plany, marzenia. Uczucie napięcia pojawia się dopiero w połowie powieści, zaś zagrożenie staje się realne dopiero na sam koniec. Dlatego też jest to bardziej romans powieści obyczajowej z wątkiem kryminalnym niż sensacja w klasycznym tego słowa znaczeniu.

Ciekawym motywem jest podział powieści na dni. Każdy rozdział dzieje się dokładnie 24 godziny później niż poprzedni. Jesteśmy więc na bieżąco z akcją, śledzimy każdy krok bohaterów, każdą ich myśl. Partie Quinn i Alexa prezentowane są naprzemiennie, co niestety odbija się na dynamice akcji i co jakiś czas sprawia, że Czytelnik bardziej interesuje się wątkiem, który właśnie został przerwany. Tak jak w stereotypowym serialu, tak i tutaj, za każdym razem, gdy bohatera spotyka coś przełomowego, akcja jest przerywana i przenoszona w inne miejsce.

Dużym plusem tej powieści jest wyraźne rozróżnienie w charakterze postaci. Quinn i Alex to osoby z krwi i kości. Mają swoją przeszłość, bagaż doświadczeń i pomysłów na życie. A przede wszystkim bardzo różną narrację. Nawet gdyby rozdziały nie zawierały ich imion w tytule, Czytelnik nie miałby najmniejszego problemu w ich rozróżnieniu.

Jeśli zaś chodzi o główną zagadkę, to oceniam ją bardzo pozytywnie. Muszę przyznać, że to właśnie ona najbardziej przykuwała moją uwagę i sprawiała, że nie mogłam oderwać się od czytania. Co więcej, spodziewałam się zupełnie innego rozwiązania. Główna tajemnica okazała się dobrze przemyślana i jeszcze lepiej rozplanowana. Uważam, że to było ciekawy pomysł, chociaż... odrobinę zbyt przeciągnięty w czasie.

Nie podobało mi się za to, że część wątków nie zostało ostatecznie wyjaśnionych, czy zaprezentowanych. Autorka tak bogato opisywała nam aspekty obyczajowe, żeby następnie część zakończyć „na szybko”. Również finał wątku Alexa odbył nagle się i niespodziewanie, nie dostaliśmy więcej informacji na temat chłopaka, jego oceny sytuacji czy emocji.


Podsumowując, uważam, że Kobieta znikąd to ciekawa propozycja, ale zupełnie źle zakwalifikowana. Stawiając ją w tej samej kategorii co np. Nesbo, może się okazać krzywdzące. Klasyczny czytelnik kryminałów oczekuje innego tempa akcji, innego napięcia. Gdyby podejść do tytułu jako powieści obyczajowej, uniknie się nieprzyjemnego rozczarowania, a wszystko, co wartościowe w książce, zostanie podkreślone i pozytywnie odebrane.


piątek, 10 marca 2017

Polowanie na miłość

Dobroć, bezinteresowna, motywowana wyłącznie chęcią niesienia pomocy… czy ona w ogóle istnieje? A może należałoby ją wsadzić między bajki? Może każdy odruch serca to tak naprawdę chłodna kalkulacja głowy? Przykre, ale czy… prawdziwe? Jeśli marzy wam się historia pełna dobroci w najczystszej postaci, koniecznie sięgnijcie po książkę Łowczyni z ciernistego lasu! Tak na przekór temu, co na co dzień serwują nam media!

Tytuł: Łowczyni z ciernistego lasu
Autor: Melanie Dickerson
Cykl: Średniowieczna Opowieść (tom 1)
Wydawnictwo: Dreams

Odette Menkels to najlepsza partia w całej okolicy. Olśniewająco piękna, pobożna i z całkiem przyzwoity posagiem. Jakby tego było mało, ma jeszcze dryg do działalności charytatywnej. Regularnie niesie kaganek oświaty do biednych dzieci i uczy je czytać, pisać oraz liczyć. Nic więc dziwnego, że kandydaci na męża ustawiają się za nią sznurkiem. Odette jednak wciąż odmawia. Dlaczego? Dlatego, że ma sekret, którego nie może wyjawić nikomu. W nocy, zamiast grzecznie spać w łóżeczku, kłusuje po lesie. Wszystko po to, by dawać biednym dzieciom mięso. Sprawa nie jest jednak prosta. Kłusownictwo to bowiem poważne przestępstwo. Co więcej, właśnie teraz posadę leśnika obejmuje bardzo zaangażowany młodzieniec. Czy Odette go nienawidzi? Skądże znowu. Zanim dowiaduje się, kim jest, zakochuje się w nim po uszy. I co dalej będzie z tym polowaniem na zwierzynę… a może na męża?

Łowczyni z ciernistego lasu to klasyczny romans historyczny. Główny wątek jest jednym z wielu lubianych (i powtarzanych) motywów. Miłość, która łączy wrogów. Z akcentem na to pierwsze. Autorka ciekawie buduje atmosferę, sprawiając, że czytelnik nie może się doczekać momentu, w którym bohaterowie zdają sobie sprawę z tego, jak źle ulokowali swoje uczucia. Ciekawe są również wątki poboczne oraz wydarzenia mające utrudnić młodym wpadnięcie sobie w objęcia i odejście w stronę zachodzącego słońca.

Akcja osadzona została w ciekawym otoczeniu. Średniowiecze, specyficzna dla tej epoki moralność oraz zwyczaje sprawiają, że książkę czyta się z dużym zainteresowaniem. Dokładne opisy i pomysłowo opisane sceny wręcz przenoszą czytelnika w tamte czasy.

Nie wszystkie aspekty powieści zrobiły na mnie jednak tak dobre wrażenie. Chociaż fabuła przebiega płynnie i harmonijnie, miałam wrażenie, że to ona dyktuje bieg wydarzeń, a nie odwrotnie. Niektóre sytuacje były w mojej ocenie naciągane i zbyt prostolinijnie potraktowane. Główna bohaterka jest postacią wręcz krystalicznie dobrą. Nawet gdy robi coś nagannego, jej motywacja wszystko rekompensuje. Również większy akcent mógłby zostać położony na traumatyczną przeszłość głównych bohaterów. Za każdym razem, gdy temat ten był poruszany, fabuła nabierała głębi. Niestety ostatecznie nie wykorzystano pełnego potencjału życiowych doświadczeń, a jedna z intrygujących zagadek nie została wyjaśniona. A szkoda.

Zgodnie z zapowiedzią na okładce, młodych miało czekać wiele przeciwności, wrogów i komplikacji. Cóż… większość z nich sobie uroili, a sam problem nie był aż tak straszny, jak mógłby być. W mojej ocenie Odette dysponowała zdecydowanie zbyt komfortowymi warunkami, by poczuć prawdziwe zagrożenie.

Również zakończenie pozostawiło mnie w słodko-gorzkim nastroju. Z jednej strony większość kwestii została pięknie wytłumaczona. Zrobiło się ciepło na sercu, było sielsko, anielsko i… w końcu nastąpił przesyt. Ilość słodyczy wszystkich wątków przyprawiła mnie o czytelniczą cukrzycę. Po prostu miałam wrażenie, że tego wszystkiego było za dużo, jak na jedno zakończenie.

Łowczyni z ciernistego lasu to bez wątpienia ciekawe doświadczenie. Z jednej strony klasyczny romans, z drugiej historia, z którą jeszcze nie miałam do czynienia. Było lekko historycznie, bardzo romantycznie i niesamowicie… moralnie.

poniedziałek, 6 marca 2017

Muzyczna podróż




Muzyki nie trzeba rozumieć, aby pokochać ją od pierwszego taktu. Czasem wystarczy kilka dźwięków i nogi same rwą się do tańca. Niektóre piosenki uwielbiamy bez powodu, inne zaś budzą naszą nieuzasadnioną niechęć? Czemu? Bo muzyka to najczystsza forma emocji. Bez uprzedzeń, bez rozróżniania, za to z ogromnym przekazem. A jak to jest z jej twórcami? Czy muzycy są równie otwarci?

Tytuł: Podróż na Operiona
Autor:Aneta Skarżyński
Wydawnictwo: Psychoskok

Ania jest córką słynnego kompozytora. Ma piętnaście lat i dorasta w świecie pełnym dźwięków. Nic więc dziwnego, że zamierza uczęszczać do szkoły muzycznej. Na drodze może jej stanąć tylko jedno... wiedza z historii opery. Czy Ania jest na straconej pozycji? Niekoniecznie! Właśnie wpada na Eustachego, osobnika z innego świata, o nietypowym poczuciu humoru. Jego celem jest przybliżyć jej, ni mniej ni więcej, dzieje twórców opery. W tym celu zabiera ją w szaloną podróż po całej galaktyce muzyki. Ta lekcja nie będzie kolejnym nudnym wykładem. Rozmowy z mistrzami, prywatne koncerty czy próby muzyczne. Podczas tej wycieczki wszystko jest możliwe!

Jeśli pomysł na fabułę wydaje się Wam odrobinę szalony, to... zdecydowanie macie rację. Nawet nie odrobinę. To czyste wariactwo, od którego nie można się oderwać. Sam wątek podróży zbliżony jest do głównego motywu Świata Zofii, jednak tym razem nie tylko nie ogranicza nas czas, ale też przestrzeń. Takiej lekcji historii nie ma w żadnej szkole, chociaż paradoksalnie to właśnie taka forma najbardziej zainteresowałaby uczniów. Możliwość porozmawiania z osobami znanymi z podręczników? Brzmi świetnie, nieprawdaż? Powieść daje nam przyjemne złudzenie cofania się w czasie i wciąga jak mało co. Podczas jej czytania zapominamy o wszystkim, co dzieje się dookoła. Jesteśmy tylko my i książka.

Podróż na Operiona to też duży kawałek wiedzy. I to nie tylko tej opowiadanej na szkolnych lekcjach. Powieść pozwala nam zakosztować odrobinę skandali i plotek, nie raz bardzo bulwersujących i kontrowersyjnych. Najciekawsze były jednak wszystkie kryminalne afery. W tych momentach czułam się jak detektyw na tropie prawdziwej zagadki. Razem z bohaterami snułam domysły i podejrzenia.

Nie dajcie się jednak zwieść. Chociaż książka to w głównej mierze historia ludzi tworzących operę, wcale nie jest dedykowana dla dzieci. A przynajmniej nie wyłącznie. Również osoba przekraczająca wiek nastoletni przeczyta książkę ze sporą przyjemności, ale też dowie się wielu interesujących faktów.

Bo tak naprawdę... o operze nie wiedziałam prawie nic. Najpopularniejsze nazwiska czy najbardziej znane dzieła, o nich słyszałam, lecz niewiele więcej. Tematy, które poruszała ta historia, były dla mnie zupełną nowością. Najlepiej się jednak bawiłam, gdy znałam danego bohatera, chociażby ze słyszenia. Dlatego, w moim odczuciu, autorka właśnie na te postacie mogła położyć większy akcent. Gdy oglądałam spis treści, dziwiłam się, że lata podawane w tytułach rozdziałów nie osiągają współczesności. Teraz już wiem dlaczego. Historia ta bowiem urywa się w połowie... Szkoda, ponieważ byłam bardzo ciekawa zakończenia, a konkretnie, egzaminu Ani.

Interesującym dodatkiem były zamieszczone w treści obrazki wykonane przez autorkę. Nie wszystkie z nich były dla mnie zrozumiałe, ale ciekawie oddawały klimat powieści. Również zabrakło mi dokładniejszego wytłumaczenia mechaniki działania całej podróży. Skoro to jednak nie koniec... to wiele może się jeszcze okazać.

Gdy zaczynałam czytać Podróż na Operiona, nawet nie przypuszczałam jak bardzo może mnie wciągnąć. Ta szalona wyprawa nie tylko pochłonęła mnie na kilka wieczorów, ale też dokształciła. I to w bardzo przyjemny sposób. Dlatego ja nie wysiadam, tylko czekam na kolejną część i dalszą drogę. A Wam serdecznie polecam zabranie się w tę podróż :)


piątek, 3 marca 2017

Bądź moją bestią

 
Każda kobieta marzy o księciu z bajki. Wyobraża sobie, że kiedy go spotka, poczuje strzał amora, a wszystko dookoła przestanie się liczyć. Zaborczy i małomówny? Nawet pan Darcy rozkochał w sobie rzeszę kobiet. A może zamknięty w sobie i budzący postrach outsider? Również Bestia ma swoje wielbicielki. A jeśli do tego wszystkiego dodać prawdziwe fizyczne zagrożenie i opór rodziny silniejszy niż u Romeo? Czy wtedy nadal da się kochać... pomimo wszystko? Tym razem odpowiedzi poszukamy w najnowszej książce Tillie Cole Reap.

Tytuł: Reap
Cykl: Poranione dusze (tom 2)
Autor: Tillie Cole
Wydawnictwo: Filia

Nie ma przeszłości, nie ma przyszłości. Istnieją tylko rozkazy i jedna potrzeba: chęć mordu. Ograbiony z własnego życia i faszerowany narkotykami potrafi jedynie zabijać i być posłuszny. Jest numerem 221. Jest nikim. W przeciwieństwie do Talii – jej los został przypieczętowany jeszcze przed narodzinami. Jest córką rosyjskiego gangstera. Jej rolą jest bycie podporządkowaną ojcu i rodzinie. Czuje, że nigdy nie zazna miłości. Do czasu... gdy traci serce i głowę dla mężczyzny, którego powinna nienawidzić. Czy to uczucie sprawi, że na nowo poskładają swoje poranione dusze? A może doprowadzi do zguby ich wszystkich?

Po świetne i pomysłowej książce Raze zastanawiałam się, czy autorce uda się właściwie od zera stworzyć równie wciągającą fabułę. Historia Luki została wyjaśniona. Chłopak zajął należną mu funkcję. Skoro więc nie będzie głównym bohaterem, czy ta opowieść okaże równie wciągająca? Moje wątpliwości szybko zostały rozwiane. Wszystko, co zaskoczyło czytelnika w pierwszym tomie, w Reap zostało jeszcze bardziej wyostrzone. Mamy więcej przemocy, walk, ale też miłości i namiętności. Tym razem romans rozkwita bardzo szybko i równie błyskawicznie przybiera na intensywności. Tak samo jak... przemoc. Ta książka spokojnie mogłaby być reklamowana jako przeznaczona wyłącznie dla dorosłych. Niektóre opisy wręcz mrożą krew w żyłach, podczas gdy inne... rozpalają do czerwoności.

Świetnie budowane jest uczucie napięcia. Już od pierwszych stron powieści czuć, że pod główną fabułą kryje się jakiś rodzinny sekret. Historia 221 pełna jest intryg i niedopowiedzeń, które nieustająco przyciągają uwagę czytelnika. Tak jak w pierwszym tomie – przeszłość głównego bohatera jawi się w bardzo mrocznych barwach. A mimo to jest zupełnie inna. Autorce udało się na podobnych zasadach wybudować zupełnie nową opowieść, a jednocześnie nie zerwać zupełnie z poprzednią historią.

Kiedy czytamy kontynuację przedstawiającą zupełnie nową fabułę, i to z perceptywny innych postaci, z reguły nie mamy co liczyć na „aktorów” z pierwszych części. Jeśli już się pojawiają, to jedynie po to, żeby powiedzieć „cześć” i zniknąć ze swoimi myślami z głównego wątku. Tym razem jest inaczej. Polubiliście Kisę? Luka zawrócił wam w głowie? Nie martwcie się, i w Reap dostaną swoje pięć minut, a ich wątek będzie kontynuowany. Zyskuje na tym nie tylko fabuła, ale również narracja. Tym razem przebieg akcji obserwujemy z perspektywy czterech różnych bohaterów, a jedna z nich jest... szczególnie atrakcyjna. Autorka w ciekawy sposób pokazuje reakcje na sytuacje ekstremalne.

Nie wszystko było jednak aż tak idealne. W natłoku walki, strzelaniny czy namiętnego seksu niektóre działania bohaterów wydały mi się irracjonalne. Efektownie to wyglądało, jednak nie zawsze sprawiało wrażenie racjonalnie podejmowanych decyzji. Równie nieszczególnie spodobała mi się okładka. Gdybym nie znała wcześniejszej części... nie wiem, czy bym się na nią skusiła. Owszem, jest spójna z poprzednią, zgodzę się też, że prawdopodobnie wpasowuje się w ostatni trend, dla mnie jednak wygląda zbyt... oczywiście? Kiczowato? Trochę za dużo tych mięśni i nagości, bym uznała ją za intrygującą.

Po przeczytaniu Raze nie mogłam doczekać się kolejnego tomu, a jednocześnie obawiałam się, że książka może nie spełnić moich oczekiwań. Udało się. Mimo drobnych nieścisłości lektura Reap okazała się świetnie spędzonym wieczorem oraz porankiem. A ja znowu jestem w tym samym miejscu, w którym byłam – czekam na ciąg dalszy!

Egzemplarz dzięki współpracy z Redakcja Essentia.

niedziela, 26 lutego 2017

Angielski to podstawa


We współczesnym świecie angielski to podstawa. Nie trzeba nawet wyjeżdżać z kraju – jest obecny na każdym kroku. W telewizji, na klawiaturze telefonu czy w programie komputerowym. Stanowi element codzienności, tak zwyczajny, że powoli przestajemy go zauważać. Do czasu gdy... zaczyna stanowić problem. Niekiedy wystarczy, że na ulicy obcokrajowiec zapyta nas o drogę, a angielski, tak zwyczajny, tak codzienny, staje się dla nas na nowo językiem obcym. Co zrobić, by wykuwane na pamięć formułki miały praktyczne zastosowanie? Ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć! Ale jak? Zacznijmy od czytania... gazet!

Tytuł: „Business English Magazine”
Numer: 56 – listopad/grudzień 2016
Wydawnictwo: Colorful Media

„Business English” to ciekawa propozycja dla osób, które chcą zapoznać się z językiem biznesowym. Za pomocą interesujących artykułów nie tylko oswajamy się z angielskim, ale też wdrażamy nowe słownictwo. Język biznesowy nie jest jednak przeznaczony dla jakieś wąskiej grupy związanej z zarządzaniem czy ogromnym przedsiębiorstwem. Przyda się każdemu, kto w pracy ma kontakt z zagranicznym klientem. Dzieje się tak, ponieważ słowo „biznes” jest bardzo pojemne znaczeniowo i mieści w sobie niemal wszystko: od procesów rozwodowych po produkcję samochodów. Tak bogaty wachlarz tematów uczy nas przede wszystkim zdań i zwrotów oczekiwanych w bardziej sformalizowanych rozmowach czy korespondencjach.

Czytając listopadowo-grudniowy numer, mogliśmy się zapoznać m.in. z rankingiem polskich wydziałów zarządzania, najdroższymi rozwodami czy sekretami Korei. Taka różnorodna tematyka sprawia, że każdy znajdzie coś, co go zainteresuje. W ten sposób nauka stanie się nie tylko skuteczna, ale też bardzo przyjemna.


„Business English” to jednak coś więcej niż tylko magazyn w języku angielskim. Po każdym artykule znajduje się słowniczek trudniejszych pojęć połączony z tekstem za pomocą przypisów. Muszę przyznać, że wydawca trafnie zakwalifikował słowa do tłumaczenia. Jeśli coś sprawiało mi trudność, prawie zawsze znajdowało się w przypisach. Co więcej – przy każdym słowie znajdziemy również informację o wymowie, która znacznie ułatwi proces uczenia się. Niestety konieczna jest to tego znajomość zapisu fonetycznego, ale... nie wszystko stracone. Część z artykułów można odsłuchać z pliku mp3 pobranego ze strony wydawnictwa, co stanowi dodatkową atrakcję.

Same teksty są napisane przystępnym i profesjonalnym językiem. Na uznanie zasługuje też układ tekstu, dzięki któremu całość przyjemnie komponuje się z ilustracjami, a czytelnik nie ma najmniejszego problemu z odnalezieniem się w artykule.


Gdy już przeczytamy wszystkie teksty, na samym końcu możemy się zmierzyć z testem. Dzięki niemu możemy sprawdzić, które słowa zapamiętaliśmy po jednokrotnym czytaniu, a które wymagają powtórzenia. Jednak samo „zakuwanie” moim zdaniem nie jest najważniejsze. „Business English” pomaga nam przede wszystkim obyć się z językiem, przyzwyczaić do jego używania, po prostu... „oswoić” się z nim. Słówka, formułki czy całe zwroty – to nie jest istotne, jeśli w naszej pamięci funkcjonuje jako materiał do powtórzenia. Dopiero wtedy, gdy zapomnimy o ograniczeniach wynikających z mówienia w obcym języku, tak naprawdę zaczynamy... mówić.

Egzemplarz dzięki współpracy z Redakcja Essentia

czwartek, 23 lutego 2017

Spełniając marzenia


Każdy z nas ma jakieś marzenia. Niektóre drobne, realizowane wręcz od niechcenia, inne głęboko ukryte i chowane przed światem. Jak dobrze byłoby spełnić chociaż część z nich! Jak bardzo bylibyśmy wtedy szczęśliwy! Ale czy aby na pewno? A może część z nich, tak naprawdę nie jest tym... o czym marzyliśmy?

Tytuł: Sięgając marzeń
Autor: Maja Chmiel
Wydawnictwo: Psychoskok

Trzy przyjaciółki, trzy różne charaktery i osobowości. Każda jest inna, każda znajduje się na zupełnie różnym etapie życia. Ale łączy ich jedno, wielka przyjaźń. Jedna za drugą skoczyłaby w ogień. Kiedy więc Iza zjawia się z samego rana w sobotę i ogłasza akcje poszukiwania jej biologicznej matki, dziewczyny nie mają wątpliwości, trzeba pomóc. I tak zaczyna się szalona podróż, nie tylko po Polsce, ale też w przeszłość naszych bohaterek. Nawet spełnianie marzeń ma swoją cenę, a konfrontacja ze wspomnieniami nie zawsze bywa łatwa. Czy wrócą z tej przygody bogatsze o nowe doświadczenia? A może ich przyjaźń zostanie wystawiona na prawdziwą próbę?

Już kilka razy wspominała, że nie potrafię zastosować się do zasady nieoceniania książki po okładce. Nie i już! I tym razem pierwsze skojarzenia miałam po pół sekundzie od wzięcia w dłonie powieści. Moda! Tak, definitywnie jest to książka o dziewczynach, które chcą być modelkami. To skojarzenie było tak silne, że nawet opis książki zupełnie nie zmienił mojego podejścia. A początkowo było one... sceptyczne. Odkładałam jej czytanie wciąż na później, a kiedy w końcu się zabrałam, cała książka zajęła mi raptem dwa dni! Zdziwieni? Ja również.

Już od pierwszych stron polubiłam się z główną bohaterką. Jest szalona, nieprzewidywalna, ma cięty język i specyficzne podejście do życia. A przede wszystkim nie jest typem głupiutkiej trzpiotki. Chociaż nie raz wyłącznie z własnej winy wpada w opały, jej sceptyczna ocena rzeczywistości to dla czytelnika „niezły kabaret”. Nie raz wybuchałam śmiechem, a prawie przez całą książkę uśmiech nie schodził mi z twarzy. Ale uwaga. Dziewczyna to niezłe ziółko. Jej myśli pędzą w każdą stronę, a narracja nie raz odbiega od głównego tematu. Z tych powodów bardzo przypominała mi Lucy z Klubu miłośniczek czekolady.

Niesamowicie podobało mi się, że bohaterki książki tak bardzo się od siebie różnią. Każda ma w sobie coś, co sprawa, że jest wyjątkowa, a to bardzo uatrakcyjnia książkę. Również poruszane problemy skłaniają czytelnika do refleksji. I chociaż nie raz temat przedstawiany jest humorystycznie, to bardzo często jest to uśmiech przez łzy.

Akcja powieści jest wartka i porywająca. Z zapartym tchem śledzi się losy dziewczyn, które zarówno w swoim śledztwie, jak i kreowaniu absurdalnych sytuacji, nie zwalniają ani na chwilę. Jest miłość, marzenia, plany i demony z przeszłości. A wszystko to wymieszane i doprawione soczystą garścią dowcipu i humoru sytuacyjnego.

Sięgając marzeń to lekka, zabawna opowieść o tym, co w życiu najważniejsze. Jest ciekawa, napisana w oryginalny sposób, który z jednej strony bawi, a z drugiej... porusza. Powieść do samego końca trzyma w napięciu i skłania do refleksji. Jednym zdaniem: bardzo udany debiut.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Psychoskok.


Książkę możecie kupić m.in. tutaj :)

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2015 Przepisy i książki na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates