Featured

środa, 23 sierpnia 2017

Tatarka


Ciekawość to potężna siła napędowa wielu działań. Pragnienie wiedzy (a czasem zwyczajne wścibstwo) nie raz popchnęło człowieka w stronę wielkich odkryć. Nowe wynalazki, nieznane kontynenty, bluźniercze teorie, kim byłby człowiek, gdyby regularnie nie zadawał sobie pytania „a co jeśli...”. Jest jeszcze druga strona tego medalu. Ciekawość nie bez powodu określana jest jako „pierwszy stopień do piekła”. Dlatego każdy krok w stronę nieznanego to zawsze... wielka niewiadoma.

Tytuł: Tatarka
Autor: Renata Kosin
Wydawnictwo: Filia

Ksenia to młoda dziewczyna spragniona wrażeń i miłości. Nie może usiedzieć w jednym miejscu. Tak drąży i drąży, że w końcu wpada na rodzinny sekret. Okazuje się, że jej dziadek prawdopodobnie był Tatarem. Czemu prawdopodobnie? Bo nie ma na to żadnych dowodów. Przodek umarł, nie odnajdując ostatecznie potwierdzenia swojej teorii. Ksenia postanawia wznowić jego śledztwo. Okazuje się, że nie jest to takie proste, jak początkowo sądziła. Poza koniecznością skonfrontowania się z rodzinną tajemnicą musi jeszcze pokonać opór miejscowych Tatarów, a nawet... własnej matki. Co z tego wyjdzie? Czy dziewczyna, przy okazji śledztwa, znajdzie też... miłość?

Książka zaczyna się naprawdę dobrze, od motywu rzucania wianków na rzekę. Jednak nie dajcie się zwieść. Tematów słowiańskich w tej powieści nie będzie aż tak dużo. Mała wieś, klimat zaściankowości czy sąsiedzkiego wścibstwa, to jak najbardziej kształtuje atmosferę książki. Autorka skupia się jednak na zaprezentowaniu tatarskich zwyczajów i ich kultury, tak obcych w naszym kraju. Jeśli interesuje Was ten temat, w Tatarce znajdziecie sporo wątku, które się wokół niego rozgrywają.

Głównym zagadnieniem tej książki jest rodzinna tajemnica. Chociaż momentami problem ten schodzi na drugi plan, ostatecznie to właśnie jego wyjaśnienie jest siłą napędową całej historii. I muszę przyznać, że właśnie dlatego tak bardzo chciałam doczytać powieść do końca. Opowieść z przeszłości to naprawdę ciekawie poprowadzona przygoda z wieloma zwrotami akcji i intrygującym finałem. Niestety inaczej wygląda bieg wydarzeń w teraźniejszości. Nie jest zły, ale momentami za dużo w nim dygresji, za wiele niepotrzebnych wątków oraz scen, które nie przybliżają nas do rozwiązania. Ksenia często podejmowała działania, które nie przynosiły żadnego rezultatu. W efekcie tego książka momentami mnie nużyła, a duża objętość niekoniecznie przekłada się na wiele zwrotów akcji.

Jeden temat, który wyszedł autorce na więcej niż 100% to wątek babci Kseni. Ta kobieta jest... boska! Szalona, ale boska. Po prostu ją uwielbiam. W przeciwieństwie do głównej męskiej kreacji. Ten chłopak był tak przeciętny, jak to tylko możliwe. Ale bez obawy, wszystko kończy się... ciekawie. Chociaż wątek miłosny nie był w powieści szczególnie rozwinięty, spodobało mi się jego zakończenie.

Tatarka to lekka, letnia opowieść o młodej dziewczynie, jej perypetiach i rodzinnym sekrecie. Powieść utrzymana jest w pozytywnym klimat, który otula czytelnika sielską atmosferę i dostarcza mu wiele przyjemnych chwil. Pomimo tego, że powieść momentami nie trzyma napięcia, warto po nią sięgnąć i poznać odrobinę z historii Tatarów i... Kseni.


poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Książka idealna na lato według blogerów książkowych


Lato, ciepłe i gorące, tak szybko nam ucieka. Właśnie dlatego, że przedłużyć tą chwilę, przygotowałam dla Was post z książkami idealnymi na wakacyjną porę. Ale jak spośród tylu tytułów wybrać książkę idealną na lato? To pytanie zadałam blogerom. Jesteście ciekawi co zaproponowali? Zapraszam do tekstu :)

Ewelina Nawara z www.myfairybookworld.blogspot.com

 

Książka idealna na lato? Dziś polecę wam dwie powieści, obie należą do tak zwanych młodzieżówek, jednak gdy jedna jest lekką powieścią z oceanem w tle, to druga daje mocno do myślenia. Jedno jest pewne — obok żadnej z nich nie można przejść obojętnie.

Zacznę od tej, która daje do myślenia. Luonto Melissy Darwood to książka, która skradła moje serce i polecam ją każdemu. Choć zaliczana jest ona do książek młodzieżowych, starszym czytelnikom też się spodoba. Autorka stworzyła świetną i bardzo oryginalną historię, a ten zwrot akcji w samym środku wydarzeń był po prostu genialny! Luonto to nie jest zwykła młodzieżówka, to coś, czego na polskim rynku wydawniczym jeszcze nie było. Melissa Darwood oparła swoją powieść na bardzo ważnym i aktualnym problemie, który powoli zaczyna nas, ludzi, przerastać. Dodała do tego fantastyczne elementy i bam! Mamy świetną historię. W tej książce nie ma ani grama przewidywalności! Niespodzianki, jakie przygotowała autorka, wciskają czytelnika w fotel. Ta książka jest jedną z najlepszych, jakie kiedykolwiek przeczytałam.

Drugą książką idealną na lato jest według mnie Błękit Lisy Glass. Akcja toczy się u wybrzeży Kornwalii w trakcie letnich wakacji, więc klimat odpowiedni. Główni bohaterowie uwielbiają ocean i surfing, wydawać by się mogło, że żyją beztroskim życiem wypełnionym zabawą, jednak tak nie jest. Autorka stworzyła bohaterów z krwi i kości, pokazała, jak wygląda życie surfera, ze wszystkimi jego zaletami i wadami. Błękit to młodzieżówka napisana w lekkim stylu, co nie oznacza, że nie porusza trudnych tematów. Jeśli szukacie lekkiej, wakacyjnej książki to ta zdecydowanie przypadnie wam do gustu.


 

 

 

 

Katarzyna Musiał z https://bibliotecznie.blogspot.com/

 


Na wakacyjne dni, w których ostatnio przewaga deszczu niż słońca, polecam serię trzech książek Krystyny Mirek Saga rodu Cantendorfów. Tajemnica zamku, Cena szczęścia i Prawdziwa miłość to powieści obyczajowe z romansem w tle. Lekka i przyjemna historia hrabiego Aleksandra Cantendorf, który właśnie pochował czwartą (!) żonę. Młody człowiek, ogromny majątek i zdolności do pomnażania go, namolna kochanka, mroczna tajemnica z przeszłości i pragnienie znalezienia prawdziwej miłości - to tak w skrócie. Niby prosta fabuła, ale niesamowicie wciąga. Do tego krótkie rozdziały i duża czcionka - czyta się piorunem :)


Książką idealną na wakacje jest na pewno Sigrid autorstwa Johanne Hildebrandt. Jest to świetna historia w skandynawskich klimatach, która niekiedy może być ochłodą podczas upalnych dni. Opowieść o przeznaczeniu ściśle powiązanym z bogami, o zakazanej miłości, która nie może być utrzymywana (spokojnie, to nie romans!). Uwaga, nie jest to jednak książka dla najmłodszych ze względu na niektóre opisy.










Rita Miernik a.k.a. Lexmaruda z www.lexmaruda.pl



Nie lubię czytać książek o niczym - trywialnych, bez pazura, z przezroczystymi bohaterami i banalnymi konstrukcjami językowymi. Nie mogę zdzierżyć fantastyki i romansideł. Dlatego w te wakacje sięgnęłam po Biurwę Sylwii Kubryńskiej. To kawał mocnej lektury z krwistą bohaterką, napisana znakomitym językiem. 'Biurwa' to historia kobiety, która zmaga się sama ze sobą i jest uwięziona w machinie polskiej, niewydolnej administracji. Kobiety sfrustrowanej, rozgoryczonej, pełna znakomitego poczucia humoru i sarkazmu, ale summa Summarum skłaniająca do przemyśleń na temat życia, samotności, poczucia tkwienia w pewnym impasie i beznadziei. To kawał znakomitej beletrystyki, która zainteresuje zwłaszcza osoby, które jak ja mają na codzień do czynienia z machiną administracyjną i starają się żyć w zgodzie z jej ponurymi absurdami. Pozycja nie do przeoczenia w te wakacje. 

Anna Rydzewska z http://zfascynacjaoksiazkach.blogspot.com/

 

Idealna książka na wakacje to taka, która przeniesie czytelnika do zupełnie innej rzeczywistości i wciągnie go na tyle, że zapomni zupełnie o otaczającym świecie, codziennych troskach, a nawet męczącym upale.
Moim zdaniem to zadanie doskonale spełni nieprzewidywalny i poruszający kryminał Jolanty Bartoś pt. Jad, który premierę będzie miał 26-27 sierpnia.
To powieść, w której na pierwszy plan wysuwa się morderstwo (otrucie), ale porusza także bardzo ważne problemy, takie jak przemoc wobec kobiet, bezpłodność czy mroczne tajemnice rodzinne.
Autorka ma lekki i przystępny styl, notorycznie zwodzi czytelnika, bawiąc się  z nim w kotka i myszkę, dlatego czyta się ją szybko, niezwykle przyjemnie i po prostu nie sposób się oderwać, nim nie poznamy rozwiązania zagadki. Latem dni są długie i beztroskie, więc bez wyrzutów sumienia możemy kroczyć po stronach tej powieści do późnych godzin.
Napięcie jest stopniowane, a kolejne elementy odkrywane powoli, tak więc historia po prostu hipnotyzuje i pochłania. Wszystko dzieje się tu płynnie, akcja jest pełna niespodziewanych zwrotów akcji, nie pojawiają się żadne zbędne opisy, dzięki czemu nie ma miejsca na nudę. Czytałam ją z zapartym tchem, a zakończenie wprawiło mnie w totalne osłupienie, dlatego z czystym sumieniem polecam ją tego lata każdemu, nie tylko fanom powieści kryminalnych! 


Karolina i Piotrek z Geek Kocha Najmocniej

 

Nie samymi książkami człowiek żyje, bo na świecie istnieją jeszcze komiksy! Jeśli nigdy żadnego nie czytaliście, to wakacje są idealnym momentem, aby sięgnąć po dzieło któregoś z komiksowych autorów.

My polecamy Strefę bezpieczeństwa Gorazde, Joe Sacco. Nie jest to komiks lekki, ale właśnie w okresie urlopowym mamy więcej czasu na przemyślenia. Sacco odwiedza miasto Gorazde, dotknięte tragizmem pogromu Bośniaków, zgotowanego przez ich serbskich sąsiadów. Nie zobaczymy tu piękna wojny, bohaterstwa, ani patetycznych obrazów. Sacco idealnie łączy dwie płaszczyzny: tę, w której ukazuje mieszkańców z ich opowieściami. Chociaż komiks nie należy do krwawych, to szczegółowość opowieści przyprawia o dreszcze. Tym bardziej, że pod koniec nie doczekamy się rozliczenia zbrodniarzy.
Strefa bezpieczeństwa pozostawia czytelnika w stanie kaca moralnego i mówi wprost: całkiem niedawno, całkiem niedaleko miała miejsce rzeź, a świat nic z tym nie zrobił.

Marta Daft z www.martawsrodksiazek.blogspot.com

 

Z największą przyjemnością polecę książkę, która swą lekkością  nie zrazi was do czytania latem. Z czystym sumieniem i świeżym spojrzeniem podrzucam wam Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno Kirsty Moseley. Jest to ciepła i romantyczna opowieść o uczuciu rodzącym się między dwójką nastolatków powoli wkraczających na drogę ku dorosłości i zostawiających za sobą wszelkie traumy i przeszkody z przeszłości. Dużo humoru, miłości i przyjaźni wraz ze szczyptą przeszłości i odrobiną napięcia daje nam idealną i lekką historię, która ogrzeje nas w chłodniejsze dni lata :D







Sara Kałecka z Niesamowity Świat Książek

 

Idealną książką na wakacje jest Początek wszystkiego, dlaczego? Według mnie każde wakacje to jakiś początek, czy to nowej przyjaźni, związku czy po prostu początek jakiegoś postanowienia. Ponadto książka pokazuje, że świat jest ich pełen, a co najlepsze, że każdy przyjmuje z otwartymi ramionami. Jest to lekka powieść, ale napisana szczerze i od serca, przez którą odnosi się wrażenie, że nic nie dzieje się bez powodu, poniekąd właśnie tak jest. To debiut Robyn, ale jestem zachwycona jak szybko potrafiła zarzucić sidła na czytelnika, który pragnie idealnej książki, a ta nadaje się właśnie idealnie na wakacje, bo przecież burzowe wieczory trzeba jakoś zapełniać, więc to jest doskonały wybór. Pióro autorki jest przyjemne i zrozumiałe, nie jest to snobistyczna powieść o dwojgu nastolatków, no w większości, ale o tym, że czasem lepiej zacząć od początku niż tkwić w starym porządku, bo rutyna jest przereklamowana i niestety zdarza się, że płata figle :)
Moim zdaniem książka Lato koloru wiśni to idealna lektura na wakacje, ponieważ jest ona napisana bardzo lekko. Pomimo swojego dość pokaźnego rozmiaru (około 500 stron) czyta się ją bardzo szybko. Akcja jest wciągająca i dużo się dzieje, chociaż na pierwszy rzut oka to zwyczajne love story. Główna bohaterka cechuje się sarkastycznym poczuciem humoru, przez co powieści tej nie brakuje humoru i nierzadko dwuznacznych żartów. Sam pomysł nie należy do oryginalnych, jednak Carina Bartsch sprawnie nadrabia brak oryginalności stylem pisania. Myślę, iż wiele osób odnajdzie w tej pozycji​ coś dla siebie.
 
Zgadzacie się z tym wyborem? Poczyliście się zachęceni do sięgnięcia po którąś, z wymienionych pozycji? Jeśli tak, koniecznie napiszcie jaki tytuł zwrócił Waszą uwagę. A może macie swoje propozycje? Piszcie!


czwartek, 17 sierpnia 2017

Sierpniowe zapowiedzi cz. 2


Sierpień nie żałuje nam wysokich temperatur, ale też wydawnictwa nie tracą na rozmachu. Zapraszam na drugą część sierpniowych zapowiedzi :)


Tytuł: Nigdy nie zapomnę 
Autor: Kerry Lonsdale 
Wydawnictwo: Znak
Data premiery: 16.08.2017 r.

Los wywrócił życie Aimee do góry nogami . W dniu, w którym miała stanąć na wymarzonym ślubnym kobiercu, pochowała miłość swojego życia – Jamesa . Po pogrzebie podeszła do niej tajemnicza kobieta, twierdząc, że ukochany nie umarł . I choć cały świat przekonuje Ajmee , że życie musi toczyć się dalej, w jej sercu cały czas tli się nadzieja i niepokój . Nie zdoła zapomnieć o przeszłości, dopóki nie dowie się, czy James żyje . Bestsellerowy debiut, który zawojował serca czytelniczek w USA i został okrzyknięty najlepszą lekturą na lato 2016 . Świetnie napisana, zapierająca dech w piersiach opowieść o miłości, nadziei i wyboistej drodze do szczęścia.


Tytuł: Zawód: powieściopisarz 
Autor: Haruki Murakami 
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: 16.08.2017 r.

Eseje zawarte w tym tomie Haruki Murakami zaczął pisać mniej więcej sześć lat temu. Już znacznie wcześniej czuł potrzebę, by opowiedzieć czytelnikom o swojej twórczości i o tym, jak to jest być pisarzem.
Teksty z tej książki mogą być potraktowane jako eseje autobiograficzne, ale Murakami pisząc je, nie miał takiej świadomości. Chciał tylko pokazać swoją pisarską drogę i podzielić się refleksjami na temat twórczości w ogóle.
"Nie bardzo wiem, na ile te w pewnym sensie egocentryczne, prywatne teksty - będące raczej zapisem prywatnych spekulacji na temat procesu pisania niż przesłaniami - przydadzą się czytelnikom. Bardzo bym się cieszył, gdyby naprawdę choć troszkę się komuś przydały". 

Tytuł: Przeszłość 
Autro: Tessa Hadley 
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 17.08.2017 r.

Nigdy nie wiadomo, co przyniesie lato... Przeczytaj powieść, którą zachwyciła się Zadie Smith!
Czwórka rodzeństwa - Alice, Roland, Harriet i Fran - postanawia spędzić wspólny urlop na angielskiej wsi. To ich ostatni pobyt w urokliwym domku, odziedziczonym po dziadkach. Czas, który nie oszczędził niszczejącego budynku, odcisnął także  piętno na ich wzajemnych relacjach. Rodzinne wakacje, w zamierzeniu sielankowe, nieuchronnie zmierzają w kierunku katastrofy...






Tytuł: Jak się zakochać w facecie, który mieszka w krzakach 
Autor: Emmy Abrahamson 
Wydawnictwo: Rebis
Data premiery: 17.08.2017 r.

Julia mieszka w Wiedniu wraz ze swoim kotem Optimusem. Marzy, aby któregoś dnia zaprzyjaźnić się ze swoją sąsiadką Elfriede Jelinek. Na razie dla zabicia czasu daje lekcje angielskiego bezrobotnym dyrektorom z przerostem ambicji i niedouczonej młodzieży. Pewnego dnia poznaje Bena. Między nimi wybucha gorące uczucie. Jest wspaniale, może poza pewnym szczegółem - Ben jest bezdomny... Jak się zakochać w mężczyźnie, który mieszka w krzakach to nietypowa historia miłosna o wyborach podyktowanych głosem serca, a nie pozorami, o decyzjach podejmowanych na przekór oczekiwaniom innych utartym schematom.



Tytuł: Dalila 
Autor: Jason Donald 
Wydawnictwo: Kobiece
Data premiery: 24.08.2017 r.

Poruszająca opowieść kobiety, która nie może odnaleźć swojego miejsca na świecie Irene Dalila Mwathi to Kenijka z ciężkim bagażem doświadczeń. Kiedyś pragnęła zostać dziennikarką, teraz marzy jedynie o bezpieczeństwie. Musi uciec z ojczyzny, która ukazała jej najgorsze oblicze. Trafia do Londynu, gdzie w końcu planuje odnaleźć spokój. Zostaje zaatakowana przez ludzi, którym zapłaciła, aby ją ochraniali. Nie ma wyboru i całkiem sama musi wkroczyć w zupełnie obcy świat. Liczne, spotkania z prawnikami i doświadczenia z ośrodkami dla imigrantów są dla niej przejściem przez mękę. Kobieta uświadamia sobie, że musi zmierzyć się z czymś równie niebezpiecznym jak przemoc, której doświadczyła w Kenii. Napisana z wdziękiem, wyczuciem i pasją opowieść prowokuje do myślenia i porusza niewygodny temat imigrantów w bardzo subtelny sposób. Ta historia jednej kobiety to zarazem opowieść naszych czasów oraz literackie dzieło o potężnej mocy rażenia ukazujące, w jaki sposób ludzie potrafią traktować kogoś słabszego i zdanego na łaskę innych. Dalila pozostawia czytelnika głęboko wstrząśniętego.

Tytuł: Jutro będziemy szczęśliwi
Autor: Anna Dąbrowska 
Wydawnictwo: Zysk i S-Ka
Data premiery: 28.08.2017 r.

Życie pisze własne scenariusze.
Trzy lata - już tyle czasu Zuza próbuje poskładać swoje życie od nowa, ale w tej skomplikowanej układance wciąż brakuje najważniejszego elementu - jej wielkiej miłości. Adam zniknął bez słowa pożegnania, zostawiając ją samą, ze złamanym sercem.
Kiedy Zuza postanawia zmienić swoje życie, zjawia się Adam. Czy dziewczyna będzie w stanie spojrzeć w oczy ukochanemu, który tak boleśnie ją zranił? Czy tajemnica, którą skrywa Adam, stanie się przeszkodą w drodze do miłości?
Jutro będziemy szczęśliwi to książka, która rozgrzeje cię jak ciepła herbata z miodem, cytryną... i gwiazdką anyżu.


Tytuł: Drugie dno
Autor: Jolanta Kosowska
Wydawnictwo: Novae res
Data premiery: 30.08.2017 r.

Karolina, wbrew wcześniejszym ustaleniom, postanawia zostać w Toskanii. Wśród tych mniej lub bardziej ważnych spraw, które zatrzymały ją w Italii, jest jedna, która zajmuje szczególne miejsce w jej myślach i w sercu. Jest to list od Enrica, który otrzymała na komendzie od inspektora Brossiego. Ten list zburzył jej spokój, wzbudził mnóstwo szalonych wspomnień, obudził drzemiące namiętności, nazwał wcześniej bezimienne marzenia. 

Wojtek, oburzony decyzją Karoliny, wraca do Polski. Karo zostaje sama w Toskanii, gdzie nie tak dawno przeżyła piekło. Ciekawość jest jednak silniejsza od zdrowego rozsądku. Za sprawą listu Enrica dziewczyna znów trafia w sam środek nieujawnionej wcześniej tajemnicy. Prawda ma drugie, trzecie, a może i czwarte dno. Cienka linia oddziela mistyfikację od rzeczywistości, teatr od życia, prawdziwe emocje od tych udawanych. Toskania czaruje, przyciąga i przeraża. Wabi tajemnicą, namiętnością, miłością, szaleństwem i zbrodnią. Ale przede wszystkim miłością...
Zapowiedzi od wydawnictwa MG znajdziecie tutaj :)

I jak? Która z książek najbardziej przypadła Wam do gustu?

środa, 16 sierpnia 2017

Bilet do szczęścia


Nasze marzenia są czasem jak bańka mydlana. Takie kruche, tak łatwo je zniszczyć. Nie raz napotykamy opór nie do pokonania, ludzi, który odbierają nam sił i zbiegi okoliczności, które jedynie psują nasze plany. Ale czy oznacza to, że nie warto marzyć? Ufać? Próbować?

Tytuł: Bilet do szczęścia
Autor: Beata Majewska
Cykl: Konkurs na żonę (tom 2)
Wydawnictwo: Publicat

Bilet do szczęścia to kontynuacja powieści Konkurs na żonę. Łucja poznała prawdę i nie potrafi dojść z nią do porządku dziennego. Zawarła z Hugo umowę, ale wcale nie czuje się szczęśliwa. Chociaż jej serce się do niego wyrywa, ona mu nie ufa i nie potrafi tak po prostu o wszystkim zapomnieć. Czy przystojny prawnik zamierza zrezygnować z miłości swojego życia? W żądnym razie. Będzie walczył o Łucję i ich dziecko, dopóki nie starczy mu sił. Czyli... jak długo? Czy uda mu się zmiękczyć serce dziewczyny?

Po pełnym słodyczy i romantyzmu Konkursie na żonę, przychodzi czas na życiowe perturbacje. Losy bohaterów nic nie układa się tak, jakby sobie tego życzyli. Nie oznacza to jednak, że drugiej części znajdziecie mniej romantyzmu. O nie! Chociaż bohaterowie nie trzymają się za rączki, nie brak miłosnych westchnień czy niewypowiedzianych wyznań. Tym razem jest to o tyle ciekawiej, że cały ten romantyczny nastrój dzieje się głównie w głowach bohaterów, a to, co mówią, dalekie jest o tego, co myślą.

Świetne jest równie poprowadzenie wątku matki głównego bohatera. W drugiej części otrzymuje nie tylko więcej „czasu antenowego”, ale wykorzystuje go, by trochę namieszać w akcji. Poznajemy ją od strony, która do tej pory nie była eksponowana i muszę Wam wyjawić, że i stateczną kobietę może tknąć strzała amora :)

Bilet do szczęścia utrzymany jest w lekkiej, pozytywnej i romantycznej atmosferze. Chociaż los dostarcza bohaterom zmartwień, nie poczułam ich rozpaczy, czy smutku, gdzieś w tle wisiała zapowiedź szczęśliwego zakończenia i na niej się skupiałam. Historia powieści toczy się raczej spokojnie i harmonijnie, chociaż pojawia się kilka zwrotów akcji. Nie są to te, z kategorii łamiących serce czytelnika i zmieniających bieg wydarzeń o 180 stopni, ale spokojnie wprowadzających opowieść na nowy tor.

W książce powoli wszystko wychodzi na prostą, sprawy wyjaśniają się, a rozwiązań jest więcej, niż nowych komplikacji. Jest propozycja przede wszystkim dla miłośników powieści obyczajowych, lubujących się w opisach dnia codziennego i akcji toczącej się wokół uczuć bohaterów. Tym razem czeka ich bowiem historia mężczyzny, który ze wszystkich sił próbuje odzyskać zaufanie ukochanej kobiety. Nie zawsze jednak postępuje... odpowiednio.

W książce fajne jest to, że narracja prowadzono z różnych perspektyw. Bilet do szczęścia pokazuje nam wielokrotnie punkt widzenia mężczyzny i chociaż Łucja wciąż jest ważna, to on miał najciekawsze spostrzeżenia i działania. Dziewczyna po prostu... była. On o nią walczył i stanowił siłę napędową całości.

W mojej opinii Bilet do szczęścia to bardzo udana kontynuacja Konkursu na żonę. Ciepła i romantyczna, jak poprzednia część, a do tego wzbogacona o utrudnienia, których wcześniej zabrakło. Jeśli głęboko wierzysz, że miłość jest w stanie pokonać wszystkie przeciwności losu, koniecznie sięgnij po tę powieść... i przekonaj się, czy zawsze jest to prawda :)


Najlepszy powód, by żyć - PRZEDPREMIEROWO


Życie to nie jest prosta sprawa. Czasem wszystko idzie po naszej myśli tylko po to, by zaprowadzić nas prosto w przepaść. Chwile szczęścia przeplatane goryczą, łzami, gniewem. Nieraz przysłaniają nam nadzieję, odbierają wiarę w lepszą przyszłość. Ale ona zawsze gdzieś tam jest. Chociaż czasem bardzo daleko…

Tytuł: Najlepszy powód, by żyć

Autor: Augusta Docher
Wydawnictwo: Znak

Dominika to dziewczyna ciężko potraktowana przez życie. W ułamku sekundy cały jej świat rozsypał się jak domek z kart. Kłótnia rodziców, ogień, szpital. A potem ból, wiele bólu. I nie tylko fizycznego. Jej ukochany ojciec siedzi w więzieniu. Matka nie jest tym, za kogo ją uważała, a ona sama nie widzi powodów, by żyć. Są jednak inni, przystojny lekarz, który walczy o jej ciało i jego brat, czarna owca w rodzinie… Czy chłopak, którego wszyscy dawno skreślili, ma szansę przywrócić w dziewczynie wiarę miłość? A może w tragicznym pożarze ucierpiało nie tylko ciało Dominiki, ale też jej serce?

Od jakiegoś czasu nie zachwyca mnie literatura obyczajowa. Coraz rzadziej po nią sięgam, mam wrażenie, że większość opisywanych wydarzeń to zlepek nic nie znaczących sytuacji. Tym razem jednak… było inaczej. Zupełnie inaczej. Ta powieść porwała mnie od pierwszej strony. Zaskoczył ogrom emocji, uczuć i wrażeń. Zachłysnęłam się historią przepełnioną bólem, smutkiem, ale też nadzieją i miłością. Najlepszy powód, by żyć to książka, która dostarcza ogromne pokłady bardzo skrajnych emocji. Tutaj łzy mieszają się z uśmiechem, a zaufanie tak często idzie pod rękę z rozczarowaniem.

Może właśnie dlatego powieść czyta się błyskawicznie. Poznanie historii Dominiki zajęło mi jeden dzień i pochłonęło bez reszty. Obok silnych emocji pokochałam też dynamiczną akcję, krótkie, ale za to wypełnione działaniem rozdziały i bieg wydarzeń, który nie zwalniał ani na chwilę. W powieści nie ma miejsca na nudę, bohaterzy rozmawiają o emocjach, ale nie owijają w bawełnę. Gdy czują, przekładają to na działanie, a nie bezproduktywne dywagacje.

A gdy o postaciach mowa, to muszę przyznać, że i to wyszło autorce bardzo dobrze. Polubiłam Dominikę (nie tylko dlatego, że to moja imienniczka), młodego lekarza i jego brata. Chociaż tego ostatniego trochę mniej. Jego nieokrzesany charakter i potoczne słownictwo momentami mnie raziły. I na swój sposób jest to również plus tej powieści. Jej bohaterowie są bardzo różni i narracja z ich perspektyw też jest wyraźnie odmienna od siebie. Nic nie jest tu proste i oczywiste. Sytuacje (a nawet ludzie), które na początku bez problemu oceniałam i klasyfikowałam, nieraz ujawniały drugie dno. Fabuła kilkukrotnie zagrała mi na nosie i potoczyła się w zupełnie innym kierunku, niż się tego spodziewałam. Część zwrotów akcji zrobiło na mnie naprawdę duże wrażenie. Bo to nie jest powieść o ideałach czy stereotypach. Życie Dominiki dalekie jest od bajki, to nie opowieść z kategorii tych, w której cukier sypie się w każdej scenie. Bohaterzy muszą swoje przejść, ale nawet ta trudna droga nie gwarantuje im szczęścia.

I muszę przyznać, że pierwszy raz od bardzo dawna książka mnie poruszyła. Dała mi do myślenia, zwróciła uwagę na ulotność szczęścia. Niektóre sceny naprawdę do mnie przemówiły, ale też zainspirowały. Spodobało mi się to, że fabuła tak silnie oddziaływała na emocje za pomocą prowadzonej narracji. Zwłaszcza początek powieści to kalejdoskop przeszłości i teraźniejszości, kiedy wszystko miesza się ze sobą, a czytelnik wie tylko to, że jego serce zabije szybciej, i to nie raz.

Ciekawe jest również to, że podczas tylu emocjonalnych zwrotów akcji, nie zabrakło też miejsca dla tajemnicy i sekretów, które całe szczęście w całości zostały wyjaśnione. Może dlatego, gdy dochodziłam do zakończenia książki, byłam przekona, że nie będzie kontynuacji. I tak mogłoby być, gdyby nie ostatnia strona. I jak mam być szczera, nie mam pojęcia, jak autorka zamierza utrzymać tak wysoki poziom w drugiej części. Kiedy wszystkie najbardziej traumatyczne chwile Dominiki zostały wyjaśnione, a i Marcel odkrył przed nam większość swoich „kart”.

Do tej pory przeczytałam już kilka powieści autorki i żadna, nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak ta. Nie zabrakło romansu (niczym z Konkursu na żonę), były też naprawdę dobrze opisane sceny erotyczne (pamiętamy przecież o Anatomii uległości), ale też wiele, wiele więcej, zwłaszcza autentyczności i prawdy w opisywaniu biegu wydarzeń. Dlatego serdecznie zachęcam Was do przeczytania Najlepszy powód, by żyć. Ta książka skradnie Wam serce!

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu :)

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Projekt zdrowie


To, że bieganie jest zdrowe, wie każdy. Poprawia kondycje, korzystanie wpływa na wygląd i samopoczucie. W sezonie letnim część z nas ochoczo wkłada trampki i zdobywa szczyty. Większość jednak z odrobiną ironicznego uśmiechu dziękuje za wszystkie wypady na rower, wizyty na siłowni czy basenie. W końcu... chcemy odpocząć. Ale czy bierny relaks jest dla nas dobry? Może robimy poważny, błąd zamieniając bieżnię na łóżko?

Tytuł: Projekt zdrowie. Szwedzki poradnik inteligenta. Jak świadomie wyćwiczyć ciało i umysł
Autorzy: Anders Hansen, Carl Johan Sundberg
Wydawnictwo: Smak Słowa

Projekt zdrowie to książka, której motywem przewodnim jest promocja ruchu i aktywnego odpoczynku. Chociaż tytuł sugeruje, że będzie to podejście racze szersze, autorzy nie poruszają innych tematów taki jak np. odżywianie. Zastanawiacie się, ile można napisać o ćwiczeniach i czy w takiej książce da się zaczytać? Ja też się zastanawiałam! I znam odpowiedź, napisać można bardzo dużo, ale co więcej, czytanie tego... jest niesamowicie wciągające!

Ale od początku. Pierwsze, na co zwróciłam uwagę, to przyjemna, „modna” okładka. Jej grafika rzuca się w oczy i odpowiada obecnym trendom. Również ilustracje zamieszczone w środku, rozpoczynające każdy rozdział, fajnie współgrają z omawianą tematyką.


Jeśli zaś chodzi o zawartość, to muszę uprzedzić, ten poradnik jest naprawdę motywujący. Owszem, nie zastąpi silnej woli i determinacji, ale zapewni całkiem sporą porcję informacji zachęcających do zmian. Przede wszystkim dowiemy się, że średnio intensywny wysiłek skutecznie zastąpi nam... leki. Ale to nie wszystko, poprawi jakość naszego życia oraz jego długość. Dowiemy się, ile chorób może nas ominąć oraz jakie przypadłości nie będą naszym udziałem. Pozytywne efekty nie ograniczają się do samego zdrowia fizycznego. Autorzy przedstawią nam wyniki badań wskazujące, że w ten sam sposób poprawimy też naszą inteligencję, koncentrację i pamięć? Niemożliwe? A jednak ta książka dowodzi, że ruch to podstawa.

Skoro już o badaniach mowa, ten poradnik jest na nich oparty, przywołuje wnioski, tezy, rezultaty, ale nie stanowi pracy naukowej. Nie dowiemy się na jego podstawie, jaka była próba badana, kiedy konkretnie je prowadzono, a czasem nawet jak wyglądał ich przebieg. Prawdopodobnie w publikacji tego typu byłoby to po prostu niemożliwe, ale dla dociekliwych autorzy umieścili na końcu spis materiałów źródłowych.



Jakie więc mamy korzyści z czytania tej książki? Po pierwsze, dowiemy się dużo, naprawdę dużo na temat aktywności fizycznej i jej pozytywnych skutków. Taka ilość informacji skłoni do refleksji nawet najbardziej ociężałego lenia kanapowego. Bo skoro można zyskać kilka lat życia dzięki szybkiemu marszowi... to czemu nie spróbować? Po drugie, poradnik nie ogranicza się do motywowania nas, ale też podaje bardzo konkretne techniki treningowe. Wskazuje, które z nich jakie dają rezultaty. Minusem jest jednak, że dotyczą one przede wszystkim biegania lub jazdy na rowerze. I chociaż autorzy dokładnie tłumaczą jakie tempo zachować, nie jest to niestety plan treningowy. A szkoda, ponieważ chętnie bym z niego skorzystała.

Więc jakie mam wniosku? Projekt zdrowie to książka, po którą naprawdę warto sięgnąć. Może nie od razu sprawi, że staniemy się sportowcami, ale być może zmieni coś w naszym myśleniu. Bo rezultaty, które możemy w ten sposób osiągnąć, są niesamowite. Oczywiście w mojej głowie pojawiła się wtedy czerwona lampka. Kondycja, koncentracja, nowe szare komórki i wiele, wiele więcej. To nie może być tak proste! Ale z drugiej strony... co z tego? Przecież w ten sposób nic nie ryzykuje! Warto spróbować :)



czwartek, 10 sierpnia 2017

„W życiu nie wszystko kończy się dobrze”, czyli wywiad z Magdaleną Majcher


Autorka, która nie boi się trudnych tematów i, jak sama podkreśla, nie pisze bajek dla dzieci. Uwielbia wystawiać swoich bohaterów na próbę, a jej powieści to książki, które sama z chęcią by przeczytała. Do tej pory spod jej pióra wyszły Jeden wieczór w Paradise, Stan nie! błogosławiony i Matka mojej córki. Zapraszamy na rozmowę z Magdaleną Majcher przeprowadzoną w ramach portalu Redakcja Essentia.

4
W swoich książkach porusza Pani trudne tematy. Czy nie boi się Pani, że czytelnikom może się to nie spodobać, gdyż wolą lżejsze wątki?

Moja droga do pisania i wydawania była długa i wyboista. Pierwsza napisana przeze mnie powieść nie została wydana. To była historia rozpadu małżeństwa po śmierci ich kilkutygodniowej córeczki. Dostałam sporo odpowiedzi w stylu: „To się nie sprzeda, ma pani dobry styl, proszę spróbować z czymś lżejszym”. No i spróbowałam, ale Jeden wieczór w Paradise to nie do końca było TO, co chciałam pisać. Dopiero pisząc Stan nie! błogosławiony i Matkę mojej córki, czułam się w pełni usatysfakcjonowana. Nie umiem i nie lubię lekko, cóż począć? Nie zrezygnuję z trudnych tematów, mogę jedynie podać je w lekki sposób, aby czytelnik nie czuł się przytłoczony. Dostaję mnóstw sygnałów, że mi się to udaje, że mimo iż podejmuję w powieściach trudne tematy, te książki czytają się same.

Fabuła zarówno Matki mojej córki, jak i Stanu nie! błogosławionego skupia się głównie na temacie macierzyństwa. Dlaczego zdecydowała się Pani właśnie na taką tematykę? Czy z jakichś względów te relacje są Pani najbliższe?

Miłość macierzyńska jest według mnie najpiękniejszym, ale i wymagającym najwięcej wyrzeczeń rodzajem miłości. To temat rzeka. Sama lubię czytać książki o takiej tematyce, ostatnio zachwyciła mnie powieść Trzy i pół sekundy Amandy Prowse. Kieruję się prostą zasadą: piszę to, co sama chciałabym przeczytać. Czy wątki związane z macierzyństwem są mi bliskie? Na pewno. Mam dwóch synów, w pewnym stopniu mogę identyfikować się z moimi bohaterkami.

Skąd czerpie Pani inspiracje? Odpowiedź na to pytanie szczególnie interesuje mnie w kontekście Pani ostatniej książki. Główny wątek Matki mojej córki to naprawdę niełatwy temat.

To nie jest tak, że konkretna osoba, dzieło czy miejsce mnie inspirują. Pomysły przychodzą znienacka. Myję zęby, jestem z dziećmi na placu zabaw, spacerze, gotuję obiad, a tu nagle… bam! Jest zamysł i już wiem, że to jest historia warta opisania. Czasem zainspiruje mnie zasłyszana historia, dramat, który toczy się gdzieś w sąsiedztwie, ale nigdy nie jest tak, że opisuję życie innych ludzi. Nie piszę o znanych mi osobach, wszystkie moje postacie są fikcyjne, tak jak i opisywane przeze mnie wydarzenia.

Bohaterkami Pani książek targają bardzo silne emocje, każe im Pani mierzyć się z trudnymi doświadczeniami. To, że uczucia udzielają się czytelnikowi, sama wiem najlepiej, a co się dzieje z pisarzem? Czy również tak przeżywa to, o czym pisze?

Bywało tak, że płakałam, pisząc ostatnie sceny, ale to nie tak, że mierzę się z doświadczeniami moich postaci. Obserwuję je całkiem z boku, ale czasem rodzą się we mnie wspomnienia, przypominam sobie podobne sytuacje z mojego życia. Wtedy zdarzy mi się wzruszyć. Na co dzień jednak przypatruję się chłodno moim bohaterom. Uwielbiam wystawić ich na próbę, sprawdzać w ekstremalnych sytuacjach, ale nie czuję się po tym skonana. Ja to nie oni, oni to nie ja, chociaż, proszę mi wierzyć, to są ludzie z krwi i kości, a nie tylko papierowe postacie, czego najlepszym dowodem jest to, że często dochodzą do głosu i całkowicie mieszają mi w fabule…


A wracając do tych traumatycznych przeżyć… Czy nie kusiło Pani, żeby nagle wszystko odkręcić? Zaskoczyć wszystkich bardzo szczęśliwym zakończeniem?

Mnie nie kusi. W życiu nie wszystko kończy się dobrze, a ja tworzę realistyczne fabuły, a nie bajki dla dorosłych. Ale wiem, że czytelniczki chciałyby szczęśliwego zakończenia, więc może w końcu im je dam? Oczywiście nie stuprocentowo szczęśliwe, bo nie byłabym sobą, ale może chociaż w osiemdziesięciu procentach?

Czy myślała Pani o tym, żeby spróbować swoich sił w zupełnie innym gatunku? Na przykład… erotycznym kryminale? To teraz bardzo modne.

Mam w planach flirt międzygatunkowy, chociaż na stałe pozostanę wierna obyczajom. Erotyczny kryminał? O ile ta druga część nie brzmi najgorzej, o tyle erotyki w ogóle mnie nie kręcą.

Czy ma Pani w planach spotkania autorskie? Czy w najbliższym czasie Pani wierni czytelnicy będą mogli spotkać Panią osobiście?

Oczywiście! Proszę obserwować moją stronę internetową i fanpage’a. Uwielbiam spotkania z czytelnikami. Już 20 lipca spotkam się z nimi w Ustroniu Morskim. 3 sierpnia w Bielsku-Białej, 27 września – w Czeladzi, 12 października – w Sosnowcu, a 19 października – w Kędzierzynie-Koźlu. Szykuje się więcej spotkań, ale ich daty będę mogła podać po potwierdzeniu.

Czy mogłaby Pani zdradzić coś na temat swojej kolejnej książki? Są już plany? A może nawet cała powieść? I przede wszystkim… kiedy. I dlaczego tak długo musimy czekać?

Kolejna książka jest już ukończona, a do księgarni trafi jesienią, więc myślę, że nie każę moim czytelnikom długo czekać. Już pracuję nad kolejnymi projektami. Nie umiem nie pisać.

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Ja również dziękuję!

Redakcja Essentia
Recenzje książek Magdaleny Majcher znajdziecie tutaj :)

środa, 9 sierpnia 2017

Matka mojej córki


Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak czasem jedna zła decyzja może zmienić całe nasze życie. Chwila nieuwagi, podszepty nieprzyjaciół czy po prostu moment słabości – to wystarczy, by podjąć niewłaściwą decyzję. A potem w myślach odtwarzać ten dzień, wciąż od nowa, i wyobrażać sobie, że postąpiło się inaczej. Ale czy nasze błędy… to wyłącznie nasza wina? Może nawet złe decyzje mogą nieść za sobą coś dobrego? 

Tytuł: Matka mojej córki
Autor: Magdalena Majcher
Wydawnictwo: Pascal

Nina jest młodą kobietą odnoszącą ogromne sukcesy w życiu zawodowym. Czas wolny, którego ma przecież tak niewiele, spędza w swoim luksusowym apartamencie. Brak jej tylko jednego: szczęścia. Wiele lat temu, jako nastolatka, była w ciąży i podjęła złą decyzję. Do tej pory nie jest w stanie sobie tego wybaczyć. Tymczasem jeden telefon z rodzinnego domu zmuszą ją do skonfrontowania się z demonami przeszłości. Czy jednak Nina znajdzie w sobie dość siły?

Uwielbiam Magdalenę Majcher za to, że nie boi się podejmować trudnych tematów. W Matce mojej córki jest ich naprawdę dużo, a wzruszenie nieraz ściskało mi gardło. Tematy codzienne, niezwykłe, błahe, a zaraz potem bardzo poważne… To opowieść o życiu, ze wszystkimi jego blaskami i cieniami. Szczera, pełna intensywnych emocji i niesamowicie poruszająca. Nie należę do osób, które łatwo się wzruszają, jednak tym razem nie potrafiłam opanować wzruszenia. Te tematy były momentami tak bliskie moim osobistym doświadczeniom, że całą sobą przeżywałam opisywaną historię.

Również sama opowieść składa się z nieszablonowych wątków: od głównego po poboczne. Nie znalazłam w nich wiele elementów, o których czytałabym już wcześniej. Literatura lubuje się w prostych rozwiązaniach, typowych tematach, zagadnieniach wałkowanych tysiąc razy przez inne osoby. To już druga powieść tej autorki, którą przeczytałam, dlatego uważam, że ona nie decyduje się na „zgrane tematy” czy rozwiązania „pod publikę”. Doświadczenia jej bohaterów bliższe są życiowym doświadczeniom niż innym powieściom.

Ta książka zawróciła też moją uwagę na to, jak łatwo osądzamy innych ludzi. Po przeczytaniu opisu fabuły sama miałam w głowie pewien schemat, oceniałam, robiłam to automatycznie. Tymczasem okazało się, że zupełnie nie mam racji. I chociaż bohaterowie powieści z pewnością nie poczuli się urażeni, zaczęłam zastanawiać się, jak często robię to w prawdziwym życiu. Matka mojej córki to powieść, którą czyta się na jednym wdechu, w moim przypadku był to jeden wieczór. Ale to tylko pozorna łatwość. Bo poruszane problemy zostają w czytelniku na dłużej, zmuszają do refleksji, zastanowienia. Powieść jest prosta w odbiorze, ale nie w przekazie.

Po przeczytaniu książki zwykle klasyfikowałam bohaterów. Wiedziałam, czy ich lubię, czy nie, czy potępiam ich zachowaniem, a może w zupełności popieram wszystko, co zrobili. I w tym zakresie było inaczej. Nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania. Dlatego, że w tej opowieści nic nie jest czarno-białe. To historia złożona z odcieni szarości, z różnych perspektyw, z okoliczności łagodzących i obciążających.

Nie brak też łamiących serce zwrotów akcji i emocji poruszających ukryte w zakamarkach duszy problemy czy kompleksy. To chyba dla czytelnika idealne połączenie: intensywne uczucia plus dynamiczny bieg wydarzeń. Ten miks gwarantuje udaną lekturę.

Na uwagę zasługuje też piękna, jasna okładka. Wybrana grafika idealne pasuje do poruszanych tematów. Z mniejszym optymizmem odebrałam za to sam tytuł powieści. Owszem, jest zachęcający i intrygujący, jednak moim zdaniem za dużo zdradza. Tak samo zabrakło mi „kropki nad i” w wątku ojca. Chyba do samego końca spodziewałam się dokładniejszego wyjaśnienia, może nawet intrygi?

Matka mojej córki to bardzo dobra powieść obyczajowa. Poruszająca, refleksyjna i przemyślana. To książka, która odciśnie piętno na czytelniku, zmusi go do chwili zastanowienia, złamie serce, a potem poskleja je na nowo. I właśnie dlatego naprawdę warto po nią sięgnąć.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Sierpniowe zapowiedzi od wydawnictwa MG


W ten wyjątkowo ciepły miesiąc mam dla Was kilka świetnie zapowiadających się książek od wydawnictwa MG. Trochę historii, trochę przyrody, dla każdego coś miłego. Ja już nie mogę się ich doczekać. A Wy?

Tytuł: Vilette
Autor: Charlotte Bronte
Wydawnictwo: MG
Data premiery: 30.08.2017
Książka pod patronatem Przepisy na widelcu

Lucy Snow – młoda Angielka, która w wyniku nieszczęśliwych wydarzeń straciła wszystko: rodzinę, dach nad głową, serdecznych opiekunów i jakiekolwiek zasoby materialne, pod wpływem impulsu decyduje się na desperacki krok i wsiada na statek, który zabiera ją do Francji. Szukając pracy trafia do miasta Villette, gdzie rzeczywiście los się do niej uśmiecha, jakby to sama opatrzność zaprowadziła ją w to miejsce. Lucy otrzymuje pracę na pensji dla dziewcząt prowadzonej przez Madame Beck.

Lucy stara się nie oczekiwać od losu niczego poza spokojną egzystencją, to w obecnej chwili wydaje jej się spełnieniem marzeń. Ale życie wokół nie jest bynajmniej spokojne. Mimowolnie zostaje wplątana w wiele tajemniczych zdarzeń, a jej serce powoli zaczyna się otwierać...

Brontë oparła tę powieść na wątkach autobiograficznych. Pod nazwą Villette kryje się Bruksela, gdzie w latach 40. XIX w. przyszła pisarka przeżywała zakazaną miłość do żonatego mężczyzny, profesora Constantina Hégera.

Tytuł: Dzieje Tristana i Izoldy – wydanie ilustrowane
Przekład: Tadeusz Żeleński (Boy)
Wydawnictwo: MG
Data premiery: 30.08.2017
Książka pod patronatem Przepisy na widelcu

Legenda Tristana i Izoldy jest najpiękniejszym, najgłębszym poematem miłości, jaki ludzkość kiedykolwiek stworzyła. Zawiera w najpełniejszym, najszlachetniejszym wyrazie to, co stanowi dominującą linię późniejszej literatury francuskiej, co odróżnia ją od wszystkich innych i stanowi tajemnicę jej uroczego na wszystkie inne oddziaływania.

Wiecznie na nowo przeżywany problem miłości, wiekuista, tryumfalna apoteoza jej samej, wraz z całym bezmiarem jej nędz, kłamstw, jej wzniosłości i upodlenia, czci i bezhonoru, z całym pijaństwem szczęścia i tragizmem niedoli, to linia, która od Tristana i Izoldy, poprzez strofy Villona i Molierowskiego Alcesta, niezapomniane sylwety Manon Lescaut i kawalera de Grieux, poprzez Stendhala i Balzaca, Musseta i Verlaine'a, aż do całego teatru i powieści przedostatniej doby, aż do piosenki ulicznej Paryża, snuje się nieprzerwanie przez najświetniejsze karty literatury francuskiej i stanowi jej swoisty, nieprzeparty urok. Można powiedzieć, iż dusza nowo tworzącej się rasy w samym zaraniu młodości napiła się czarodziejskiego trunku z pucharu Tristana i Izoldy i że ów napój miłosny, mocny jak życie i mocniejszy nad śmierć, na wieki już krąży w jej żyłach. 

Tytuł: Życie pszczół
Autor: Maurice Maeterlinck
Wydawnictwo: MG
Data premiery: 30.08.2017
Książka pod patronatem Przepisy na widelcu


Z pszczołami ma się sprawa podobnie jak z wieloma rzeczami tego świata. Dostrzegamy różne fakty, śledzimy obyczaje, powiadamy: robią to a to, pracują w ten a ten sposób, królowa tak przychodzi na świat, robotnice są dziewicami, rój następuje w tym a tym czasie. Wydaje nam się, że poznaliśmy wszystko, i nie pytamy o więcej. Widzimy, jak śpieszą z kwiatu na kwiat, obserwujemy rozgwar i ruch ula a egzystencję tę uważamy za bardzo prostą, wyznaczając jej granice od instynktownego szukania karmy do również instynktownego rozmnażania się. Ale gdy tylko zbliżymy się do przedmiotu naszych badań, by sobie zeń zdać sprawę, uderza nas niezwłocznie niesłychana złożoność najnaturalniejszych zjawisk i stajemy wobec zagadki inteligencji, woli, przeznaczenia, celu, środków czy przyczyn. I obezwładnia nas ta niepoznawalna organizacja najdrobniejszego przejawu życia.

Wszystkie tytuły wyglądają na naprawdę obiecujące pozycje. Już teraz mogę powiedzieć, że Życie pszczół jest cudownie wydane. Czy pobiją je  ilustrowane Dzieje Tristana i Izoldy? A może oczaruje mnie historia Vilette? Ja z pewnością sięgne po wszystkie tytuły (w końcu patronat zobowiązuje :)). A Wy, jakie macie plany? Która z książek zainteresowała Was najbardziej?

piątek, 4 sierpnia 2017

Czego nie powie (prawie) żaden recenzent książkowy



Są takie zdania, które za nic nie wyjdą z ust recenzenta. Nie ma takiej możliwości! Nie i już... oczywiście... jeśli ma odrobinę przyzwoitości :) 

czwartek, 3 sierpnia 2017

Jasna sprawa


Kilka miesięcy temu, dzięki jednemu z książkowych blogów, miałam okazję wziąć udział w book tourze, którego bohaterką była książka Małgorzaty J.Kursy zatytułowana Miłość i aspiryna (recenzję znajdziecie => tutaj). Wybrałam się wtedy w podróż do małego, polskiego miasteczka, gdzie do swojego świata zaprosili mnie Marta i Michał. Pozwolili mi oni obserwować uczucie, które zaczęło się między nimi rodzić, poznali mnie ze swoją rodziną i przyjaciółmi. Wróciłam z tej podróży oczarowana, ale też z wielkim żalem, że wyprawa tak szybko dobiegła końca.

Tytuł: Jasna sprawa
Autor: Małgorzata J. Kursa
Wydawnictwo: Lucky

Dlatego, kiedy niedawno w zapowiedziach literackich zobaczyłam, że już niebawem na rynku księgarskim ukaże się kolejna część historii tych wspaniałych ludzi, wiedziałam, że zrobię wszystko, aby ponownie wybrać się do nich. Na szczęście nie musiałam :):) i dzięki uprzejmości wydawnictwa Lucky dostałam egzemplarz recenzencki. Po raz kolejny z wielką radością wyruszyłam z wizytą do Marty i Michała.

W tej części są oni już szczęśliwym małżeństwem, a clou tej powieści skupia się na ich przyjaciołach, Weronice i Radku. Ta porządnie pokiereszowana przez los para zbliża się do siebie coraz bardziej. Ale ponieważ dzieli ich wszystko: temperament, pozycja społeczna, doświadczenia życiowe, a zaczyna łączyć tylko (?) miłość, wcale nie jest takie pewne czy wszystko skończy się happy endem, a oni będą żyli długo i szczęśliwie. A kiedy ma się jeszcze obok siebie takich swatów, jak bliźniaki Be-Be, naprawdę wszystko jest możliwe.

Tak wiem, teraz spojrzycie na mnie z przekąsem i spytacie: no i co tu takiego niezwykłego, że tak się nad tym zachwycasz i nam też każesz? Miłość dwojga doświadczonych przez los ludzi? Przecież to już było i jeszcze nie raz będzie. Dlaczego mamy to przeczytać?

Właśnie dlaczego? Przede wszystkim dlatego, żeby poznać Martę. Taką osobę znać po prostu trzeba, nawet jeżeli zapoznamy się z nią tylko i wyłącznie na kartach książki. Ta mała wzrostem, a wielka sercem osóbka, jest po prostu niesamowita. Okiełznać ją potrafi tylko mąż. A ona dla tych, których kocha, gotowa jest zrobić dosłownie wszystko. Nawet poświęcić przyjaźń.

Także rodzina i przyjaciele, którzy otaczają Martę i Michała, to wspaniali i nietuzinkowi ludzie. Ale czemu się tu dziwić? Kiedy ma się obok taką Martę, trzeba jej dorównać. Jasna sprawa to lektura w sam raz na wakacyjne wojaże. Wygodnie ułożeni w upalnym słońcu i zatopieni w lekturze raz po raz będziecie musieli wybuchnąć gromkim śmiechem. Wyżej wspomniane bliźniaki Be-Be już Wam to zagwarantują. Ale nie tylko one. Bo tam, gdzie pojawia się Marta, zawsze jest wesoło. A już konsekwencje babskiego Dnia Kobiet po prostu rozłożyły mnie na łopatki.

A kiedy już odetchniecie po wybuchu śmiechu, będziecie musieli otrzeć łezkę wzruszenia i zadumać się nad tym naszym życiem. Bo muszę Wam się przyznać, że dawno nie czytałam tak mądrej, spokojnej, prawdziwej książki, która pokazuje życie takim, jakie ono naprawdę jest, z jego wszystkimi blaskami i cieniami, ale jednocześnie tak bardzo podnosi na duchu i pozwala wierzyć, że jest ono piękne. Bo, kiedy mamy rodzinę i przyjaciół, to mamy wszystko...

Nie liczcie jednak na spektakularne zwroty akcji, nie ma ich tu. I w ogóle nie są tu potrzebne. Marta i jej bliscy wystarczą za wszystko:):)

Naprawdę gorąco Was zachęcam po sięgnięcie po Jasną sprawę, jak i po pierwszą jej część Miłość i aspirynę. Bo są one jak ciepły, letni powiew optymizmu, który przyda się nam wszystkim. A ponieważ w połowie książki pojawiają się całkiem nowi bohaterowie i nowe, niedokończone historie, pozwala mi to wierzyć, że już niedługo będę mogła znowu wybrać się podróż do Marty.

Wspaniałej podróży Wam życzę i mam nadzieję, że wrócicie równie zachwyceni, jak ja.




środa, 2 sierpnia 2017

Miłość i aspiryna

 
Do kolejnej podróży literackiej zaprosiła mnie Magda, właścicielka bloga http://jeszczetylkorozdzial.blogspot.com/. Zorganizowała ona Book Tour z książką Małgorzaty J. Kursy zatytułowaną “Miłość i aspiryna”.

Tytuł: Miłość i aspiryna
Autor: Małgorzata J. Kursa
Wydawnictwo: Lucky

Wybrałam się do małego miasteczka pod Lublinem, gdzie do swojego świata zaprosiła mnie Marta, pielęgniarka z powołania i współwłaścicielka małego sklepu z pamiątkami. Pewnego dnia dziewczyna o mało co nie wpada pod samochód. Właścicielem pojazdu okazuje się Michał, jej sąsiad i przyjaciel z dzieciństwa, który wrócił do kraju po kilku latach nieobecności. I nie tylko przyjaciel… Do obojga dociera, że łączy ich o wiele, wiele więcej.

Fabuła bardzo prosta. Wypadałoby napisać „i żyli długo i szczęśliwie” oraz zakończyć podróż i recenzję. Tylko, że ja w ogóle nie miałam ochoty stamtąd wracać. Od pierwszych zdań zakochałam się w rodzinie Marty. Zapałałam wielką sympatią do jej rodziców, brata, szwagierki i małej siostrzenicy. Pozazdrościłam jej domu rodzinnego pełnego życia, śmiechu i radości. Także rodzina i przyjaciele Michała to wspaniała gromada ludzi, których chciałoby się mieć przy sobie na co dzień. Ludzi, szczerze się kochających, gotowych za sobą skoczyć w ogień i wspaniale bawiących się razem.

Kiedy przeglądałam w Internecie opinie innych czytelników na temat tej książki, w oczy rzuciła mi się recenzja zamieszczona na stronie pewnej internetowej księgarni. Autorka opinii była rozczarowana tą książką. Napisała, że powieść w porównaniu do innych powieści tej autorki ta nie zawiera żadnej akcji, sensacji ani przygód. Owszem, zgodzę się z nią. Sama złapałam się na tym, że do końca czekałam na jakiś spektakularny zwrot akcji, wielką awanturę między Martą i Michałem, jakąś jej ucieczkę, romantyczną pogoń i wzruszający happy end. Nic takiego nie miało tu miejsca. Bo to powieść bardzo życiowa. Towarzyszymy tu dwójce ludzi, których uczucia zaczynają rozkwitać. Bohaterowie to osoby, którzy chcą i potrafią ze sobą rozmawiać i robią wszystko, żeby stworzyć prawdziwy związek.

Jest to również piękna powieść o przyjaźni. Tej trwającej od wielu lat, dla której jest się w stanie wszystko poświęcić, nawet nią samą i o tej, która się dopiero narodziła, której trzeba się powoli uczyć.

Również autorka wyżej wymienionego bloga, miała do tej książki pewne zastrzeżenia. Powieść ogólnie jej się podobała, ale pewne rozwiązania uznała za utopijne. I tu się z nią zgadzam. W fabule występują pewne uproszczenia, chyba mało możliwe w życiu codziennym. Ale z powieścią kobiecą już tak bywa. I chyba dzięki temu, książka ta tak mnie oczarowała.

Naładowała mnie ona potężną dawką optymizmu i wiary w to, że jeszcze może być tak pięknie. Da się rozmawiać, rozumieć siebie nawzajem, kochać i nie walczyć wciąż ze sobą oraz przyjaźnić się do końca świata, nie gubiąc po drodze najważniejszych wartości.

A do lektury zapraszam wszystkich zmęczonych ciągłym czytaniem o przemocy, wojnach, ucieczkach i innych ciemnych stronach życia. Gwarantuję, że po lekturze tej książki znowu uwierzycie, że życie może być piękne. Bo, żeby było piękne, wcale nie potrzeba przygody, akcji i adrenaliny. Wystarczy tylko kochająca rodzina, wierni przyjaciele i już jest dobrze. A kiedy tak trochę poprzebywamy w towarzystwie Marty, to po powrocie do swojego życia, bardziej docenimy, to co mamy wokół siebie.

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2015 Przepisy i książki na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates