piątek, 3 października 2014

Mus z papryki i codziennik

Korzystają z pomysłu na codziennik SAE stworzyłam swój rozkład względnie typowego dnia.
Jednak na sam początek przepis, wspaniały i niepowtarzalny mus z papryki. Idealny jako sos lub do zupy.
  • 1,5 kg papryki
  • 1 słoiczek koncentratu pomidorowego
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 cebule
  • garść bazylii świeżej
  • 1 papryczki chilii
  • łyżka octu
  • łyżka cukru
  • 2 łyżeczki soli
Paprykę i cebulę myjemy, kroimy w kostkę, nakładamy na patelnie i dusimy aż będzie miękka (ok. 40 minut). Wtedy dodajemy koncentrat pomidorowy. Blenderujemy za pomocą blendera na gładką (względnie) masę. Dodajemy poszatkowane zioła, pokrojoną papryczkę chili, czosnek, sól, cukier i ocet. Trzymamy na ogniu jeszcze 5 minut. Przekładamy do słoika i wekujemy.

Codziennik

11:00 budzi mnie domofonem listonosz. Świetnie, dzwoni do mnie codziennie, w klatce są inne mieszkania, ale najpierw musi obudzić mnie. Spałam źle, prawie nie spałam. Przestałam pisać pracę magisterską przed 3, a potem wiele razy się budziłam. Boli mnie głowa. W ogóle nie lubię wstawać. Jak nie mam pracy i jedyne co mnie czeka to pisanie cały dzień, wszystko straciło nie tylko organizacje, ale i sens.

11:05 decyduje się na śniadanie. Myślę o owsiance z mango. To mnie motywuje. Idę do kuchni. Szukam mango. Nie ma. Świetnie. Szykuję więc resztę. Chociaż płatków owsianych nikt mi nie ruszył, bo tylko ja lubię. Podgrzewam mleko. Płatków nie ma. Dzwonie do mamy. Wymieszałam z płatkami kukurydzianymi. Świetnie. Okazuje się, że powinnam wszystko trzymać w swoim pokoju. Pomimo faktu, że dwa dni wcześniej twierdziła, że mam tam za dużo rzeczy. Zdrowe śniadanie poszło w diabły...

11:37 śniadania nie będzie. Nie mam już ochoty. Muszę iść odkupić rzeczy zużyte mi w ciągu tygodnia. Szykuję się do wyjścia. Na razie emocjonalnie, bo siedzę w łóżku i piję kawę myśląc jak zmieścić w pokoju lodówkę i palnik.

11:48 dzwonie do programu z mieszkaniami. Ciągle nie ma rozwiązania konkursu.

12:10 po wygibasach z białą kartą mam przyzwoite zdjęcie papryki w słoikach. Dodaję przepis na pewną popularną stronę. Łudzę się, że tak "zarabiam".

12:30 jestem już po sprzątaniu (skakanie po podłodze zawalonej książkami z prawa karnego już mi się znudziło) i po marudzeniu D. przez Internet. Dobrze, że go mam. Potrafi poprawić mi humor, zawsze.

12:44 po raz kolejny przeraża mnie ilość siwych włosów. Chociaż ich misja kolonizacyjna rozpoczęła się dawno temu wciąż mnie irytują. Przypominają, że czas biegnie niezależnie od tego, że w moim życiu nic się nie zmienia. Przypominają, że czas nie jest moim sprzymierzeńcem. Idę na zakupy.

14:15 robię zakupy, zapisuję się do lekarza, idę na cmentarz, tęsknię, wracam do domu, przynoszę słoiki z piwnicy i znoszę rzeczy z pokoju i kuchni, szykuję się na kolejne przetwory.

14:38 udało się, po 20 minutach poszukiwań mam swoje rzeczy w kuchni.

17:12 zjadłam obiad, zrobiłam mus paprykowy do słoików i skroiłam miliardy jabłek. Połowa już się wekuje z cynamonem, połowa jeszcze czeka na swoją kolej i wesoło pyrkocze na gazie a ja zastanawiam się czy wyjdzie mi karmel. Oglądam film. O umieraniu. Nie ma to jak coś na poprawę humoru.

17:23 czyli dobra pora na kawę.

18:21 a więc udało się! Jestem posiadaczką trzech słoików z jabłkami o smaku karmelu. Bardzo słodkie!

18:49 podłoga umyta, fartuszek wyprany (oj ucierpiał on dzisiaj), czas na odrobinę odpoczynku. Zrobiłam sobie kakao z miodem (na kawę już za późno i tak mam problemy z zasypianiem). Przeglądam propozycje współpracy i aż w głowie mi się kręci od możliwości i korzyści.

20:05 rozmowa z D. na skype. Ja dodaje przepisy i liczę na cud. Zimno, a konieczność pisania pracy coraz bardziej mnie dobija. Sięgam po książki i wiem, że ten dzień już można uznać za skończony.

00:10 chwila na dopracowanie wpisy, wracam do pisania...

1:25 spać!


0 komentarze:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2015 Przepisy i książki na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates