poniedziałek, 17 marca 2014

Naleśnik nie jedno ma imię czyli testowanie restauracji Manekin w Łodzi

Restaurację Manekin znałam i ceniłam już od dawna. Kojarzyłam ją jednak wyłączenie z naleśnikami. W pewnym sensie miałam rację, jednak w innym, byłam w zupełnym błędzie! Czemu? Zapraszam do lektury mojej recenzji.


Do Manekina wybrałam się ja oraz D. Zadowoleni z okazji, która została nam dana umówiliśmy się na sobotę, godzinę 12:00. Mimo zmieniającej się co 5 minut pogody i koszmarnego wiatru, w lokalu nie brakowało gości. Samo miejsce było lekko przyciemnione, umeblowane gustownie, w tzw. stylu retro. Zwróciłam uwagę na piękne stoły, starodawne lampy i zamyślone manekiny, które na pierwszy rzut oka sprawiały wrażenie bardzo wytrwałych klientów. Po przekroczeniu progu podeszłam do kelnerki i dosłownie zaskoczyłam ją swoją osobą. Całe szczęście, w przeciągu chwili pojawił się Menadżer i ta krępująca niepewność została rozwiana. Potwierdziła się moja opinia z rozmowy telefonicznej. Menadżer okazał się bardzo miłą i pomocną osobą. Sprawiał wrażenie, że ma wszystko pod kontrolą co jest niezmiernie istotne, gdy szuka się lokalu na imprezę czy większe spotkania. Zostaliśmy posadzeni w miejscu wprost idealnym. Oddalonym, wyciszonym oraz z dobrym światłem. Mimo że sam lokal jest lekko przyciemniony, stoły oświetlają promienie przedzierające się przez duże okna. Wszystko to sprawia, że klimat określić można jako romantyczny. Do pewnego stopnia. Płynąca z głośników muzyka, typowo rozrywkowa, ni w ząb nie pasowała mi do wystroju.

Gdy tylko usiedliśmy, podeszła kelnerka podając nam Menu. A było ono imponujące. Jeśli wydaje Ci się, że wiesz wszystko o naleśnikach, w Manekinie zrewidujesz ten pogląd. Właśnie dlatego, gdy kelnerka podeszła do nas dosłownie chwilę później, wciąż nie byliśmy zdecydowani. I tak jeszcze następne kilka razy. Pani bardzo się starała, a my podchodziliśmy do wyboru raczej nieśpiesznie. Wiecie, sobota, popołudnie, za oknem padało, a do wyboru mieliśmy najszerszą gamę naleśników, jaką kiedykolwiek widzieliśmy - naleśniki słodkie, wytrawne, zapiekanki naleśnikowe, spaghetti naleśnikowe, na cieście zwykłym, orkiszowym, ziemniaczanym i nie tylko. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na Spaghetti naleśnikowe z kurczakiem z serem pleśniowym i rukolą oraz Zapiekankę naleśnikową z krewetkami, cukinią, porem i beszamelem. To jest dopiero oryginalne podejście do naleśnika! Nie musieliśmy czekać na nie długo. Mimo sporego ruchu, posiłki podawane były szybko. Nawet nie zdążyłam zastanowić się nad upływającym czasem, kiedy wspaniałe dania wylądowały na naszym stole.



Spaghetti okazało się po prostu strzałem w 10. Byliśmy z D. jednomyślni i stwierdziliśmy, że to jedno z najlepszych dań jakie jedliśmy! Pięknie wyglądało, aromatycznie pachniało, a smak...wręcz zniewalający. Dla każdego miłośnika sera będzie to wprost spełnienie marzeń. Bardzo intensywny smak sera pleśniowego wspaniale współgrał z soczystym kurczakiem, delikatnym naleśnikiem (pokrojonym w urocze paseczki) oraz chrupiącą rukolą. Połączenie wprost idealne! Mój pragmatyczny zmysł kazał mi ocenić jeszcze samą porcję. Powiem tak, konkretna. Ilość mięsa oraz rozmiar dania sprawiają, że jest do dobry wybór również dla mężczyzny. Raczej nikt nie powinien wyjść po takim posiłku głodny.

Równie sycąca była zapiekanka. Podana w bardzo przyjemny dla oka sposób okazała się równie smaczna, chociaż nie aż tak przełomowa. Oboje z D. stwierdziliśmy, że była dobra. Oczekując jednak rewelacji polecamy sięgnąć po serowe danie. Mimo orientalnego połączenia zapiekanka jest delikatna w smaku. Warzywa się dobrze ugotowane i wręcz rozpływają się w ustach. Brakło mi jakiegoś zdecydowanego akcentu czy dominującego smaku. Ogólnie, również bardzo dobra. Pomysł zapiekanki z naleśników oceniam wysoko. Ciasto smakowało zupełnie inaczej niż w poprzednim daniu. Było chrupiące i smakowicie rumiane.


Następnie przyszła pora na deser. Pancake z nutellą, czekoladowymi m&m i sosem śmietankowym to spełnienie marzeń każdego, kto ma w sobie chociaż odrobinę dziecka. Ta kolorowa tęcza to dla mnie kwintesencja szczęścia! Tak! Jest słodko! Wspaniale współgra to z puszystością samych naleśników. A dla przełamania smaków, sos śmietankowy, stanowiący wręcz idealne dopełnienie. Przy tym daniu po prostu nie można być nieszczęśliwym!



A do pełni zasłodzenia zamówiliśmy też czekoladę z miętą i czerwonym pieprzem. Kolejne fascynujące połączenie, prawda? Już pierwszy łyk utwierdził mnie w przekonaniu, że to jest to! Czekolada była gęsta, aksamitna i naprawdę czekoladowa! Przyznacie, że zwłaszcza to ostatnie nie często się zdarza. Tyle razy nacięłam się już na pseudo-czekoladę w proszku, że tą byłam zachwycona. Co do dodatków, nie można powiedzieć, żeby odgrywały główną rolę Wyczuwalne były praktycznie tylko wtedy gdy się je przegryzło. A więc listki mięty i pieprz pływały w czekoladzie i spokojnie czekały na swoją kolej. Zwłaszcza ten drugi składnik był bardzo ciekawy, kiedy już załapał się „na ząb”, ponieważ wbrew obawom, był tylko delikatnie pikantny. Szkoda jednak, że nie był wyczuwalny w samej czekoladzie.



Pomiędzy naleśnikami spacerowałam trochę po lokalu, oglądając dekoracje i sam proces smażenia. Panie Kucharki były równie miłe, co skromne. Zdjęć doczekały się jedynie same naleśniki. Wszystko bowiem przyrządzane jest na oczach klienta na wielkich, bijącym ciepłem palnikach. Tempo wprost wprawiło mnie w osłupienie. Chwila moment i kolejny pełen wyśmienitych składników naleśnik wkraczał na salę.


Podsumowując, Manekin to naprawdę przyjemne miejsce. Świetne zarówno na randkę jak i spotkanie ze znajomymi. Każdy znajdzie tu dla siebie coś smacznego, a zarazem wyjątkowego. Pomysłów na podanie naleśników jest tutaj co niemiara, a co jeden to bardziej oryginalny. Polecam to miejsce każdemu, bo niezależnie od budżetu można się tu naprawdę dobrze najeść. Ceny naleśników zaczynają się od 7,5 zł wytrawne (4,5 słodkie), a za 14 można liczyć na prawdziwie nieziemskie połączenia. Przyznacie, że to nie są wygórowane stawki jak za pyszności powyżej? Dodając jeszcze piękny lokal, przemiłą obsługę i jedzenie które pozwala zapomnieć o wszystkich problemach uważam, że nie tylko warto, ale trzeba zajrzeć do Manekina.

Po takich wrażeniach, wciąż jeszcze oszołomieni różnorodnością smaków, pożegnaliśmy się z Menadżerem i wyszliśmy ze restauracji. Wrócimy tu i to nie raz!

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za komentarz :) Zapraszam ponownie!

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2015 Przepisy i książki na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates